geminiga blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 9.2008

W piątek zaczęłam szkolenie Pejka. Nie sądziłam, że można uzyskać zadowalające efekty podczas tresury 6 letniego psa, ale.. jak się okazuje można. Trenujemy więc z klikerem. Póki co jedno ćwiczenie, ale Pejko pojął je w 3,5 minuty! Targetuje piłeczkę zaczepioną na antenie od radia J wychodzi mu to doskonale. Dziś powtórzymy ćwiczenie i zaczniemy nowe – przywoływanie i reagowanie na imię. Do tej pory to pies decydował kiedy chce przyjść, ale zmienimy to, poprzez pozytywne szkolenie.

W sobotę grzybobranie było. O 5:30 pobudka, szybka kanapka, pies do samochodu i z rodzicami do lasu. Był też kolega taty z żoną i synem. Pejko miał 7-godzinny spacerek i pod koniec miał dość – nawet nie chciał wchodzić do lasu, wolał chodzić po drodze przy lesie. Potem wizyta u dziadka i ogarnięcie jego chałupki, zbieranie ziemniaków, obieranie grzybów (trzy spore kosze) i powrót do domu na oparach benzyny – 20:30.

W niedzielę byliśmy na urodzinach Wikuni (ja Karola, Robert, bo M. w Łowiczu na rekonstrukcji). Cieszyła się z tortu, prezentów i naszej obecności. Była już na dniu zapoznawczym w przedszkolu i we wtorek idzie ponownie. To z kolei nas bardzo cieszy, bo mała może wreszcie będzie miała kontakt z dziećmi i zajęcie, które pomogą się jej rozwinąć. Trzymam kciuki Wikuniu i życzę powodzenia i obyś za kilka lat pięknie wspominała ten czas (jak ja…)
  

Wikunia

Brak komentarzy

Dziś 5 urodziny Wiktorii. Mam nadzieję, że zobaczymy się w niedzielę i będę mogła ja mocno wyściskać. Z jednej strony przywykłam do tego, że jej nie mam na co dzień, z drugiej strony tęsknię i chciałabym, żeby było jak dwa lata temu. Wtedy to zaraz po powrocie z pracy dopadał mnie mały człowiek i nie odstępował na krok aż do czasu, gdy musiałam iść do domu. Szkoda mi bardzo tej więzi, która wytworzyła się między mną, Wiktorią i M. a która nie jest do odbudowania. I wspomnienie tej mądrej, rezolutnej, otwartej i zabawnej dziewczynki. Teraz w dużej mierze jest to tylko wspomnienie, bo Wika niesamowicie się zmieniła. Może w 20% jest Tą Wiktorią, którą wychowywaliśmy wszyscy! Teraz jest sama z mamą M. która chyba nie bardzo ma chęci i siły…

Wszystkiego najlepszego Wikuniu! Kocham Cię! Twoja Jutinka   

Deszcz i strych

1 komentarz

Pada i pada i… pada. Czwarty dzień już pada. A od dziś miał byś powrót lata. Łudziłam się, że będzie ciepło i w weekend będą grzyby, na które chciałam jechać z rodzicami (i psem oczywiście). Ale skoro pada (to dla grzybów dobrze) i jest zimno, to chyba nici z wyprawy. A nie byłam na grzybach chyba z 6 lat (jak nie więcej). Szkoda…

Tata super strych wyremontował i zastanawiam się poważnie czy z niego nie skorzystać. Jego powierzchnia to jakieś 60 metrów, ale trzeba odliczyć powierzchnię, której nie da się użytkować ze względu na ścięte dachy. Tak czy owak jest 35 metrów użytkowych i szafo-garderoba zamontowana na spadzistej stronie dachu. Wyremontowanie tego strychu dało mi jakiegoś kopa, ponieważ jest to drugie miejsce, z którego moglibyśmy skorzystać w wypadku ewentualnego ślubu. Pytanie tylko czy rodzice by tego chcieli? 

Szantażysta

Brak komentarzy

Wczoraj pyszny obiadek ugotowałam: do wybory ryż lub makaron, który to podawany jest ze szpinakiem (z jajkiem i śmietaną) oraz z dużą ilością czosnku. Do tego kurczaczek z cebulką w sosie beszamelowym – pyszności – nieskromnie powiem. W ferworze walki z ww. składnikami jednym uchem mi wpadło a drugim wypadało, że zostawiłam klucze od domu w drzwiach i tata je gdzieś położył. Dotarłam do domu ok. 24, gdyż wczoraj do Karoli przyjechał facet ze zdjęciami i filmem ze ślubu. I tak pod domem okazało się że nie mam przy sobie wspomnianych wcześniej kluczy. Zadzwoniłam do M. i poinformowałam, że idziemy do niego z Pejkiem spać. M. jak typowy mężczyzna wykorzystał zaistniałą sytuację w 100%. Kazał się głaskać, drapać, masować pod groźbą wyrzucenia z domu. Spanie w psiej budzie nie wzbudziło mojego entuzjazmu, zatem zachcianki zostały spełnione J

Wieczór panieński Agaty zaliczam do udanych imprez. Zaczęłyśmy w domu, gdzie zaprawiłyśmy się i obdarowałyśmy Agę prezentami zarówno śmiesznymi jak i przydatnymi. Potem przetransportowałyśmy się taksówką do klubu. (A propos taksówki, to współczuję kierowcom, bo zapewne co tydzień wożą takie jak my i gorsze…) Dwie z nas były w stanie niewątpliwie wskazującym, dzięki czemu było bardzo głośno, wesoło i problematycznie, gdy chciałyśmy wejść do Enklawy. Dość długi spacer po Centrum, kilkuminutowa wizyta w Lemonie i znów wylądowałyśmy w Cinamonie. Stamtąd wyszłyśmy o 3:30 i pojechałam pod Melodię gdzie był M., który miał mnie zawieźć do domu. Ale M. twierdził, że jest super, on się super czuje, jutro wstanie rano, będzie wypoczęty, wyspany i w świetnym humorze i że zostaje. Powiedziałam, że będzie żałował, ale zgodziłam się, bo sam musi się przekonać i wróciłam do domu taksówką. M. wrócił do domu o 8:00 i wcale nie spał tylko drzemał. Rano na moje pytanie jak się czuje odparł: miałem nie narzekać i tylko ja i moja głowa wiemy jak się czuję, ale miałaś (jak zwykle) rację. Ha! Pewnie że miałam J No ale na urodzinach Edyty nie dał plamy, choć jak stwierdziłam mógł być bardziej zabawny. Spotkanie w świetnym gronie i było super. M. stwierdził, że co weekend może tak spędzać niedzielę. Najedliśmy się pyszności: łosoś z twarożkiem, pierożki ze szpinakiem, pomidorowa, mięso w sosie grzybowym z kulkami ziemniaczanymi i gotowanymi warzywami, lody, owoce, ciasto, tort! Z „Afrodyty” się wytoczyliśmy. Wspaniały weekend

Przetwory

Brak komentarzy

Co robi Geminga od hmm niedzieli? Co robi się pytam. Otóż przerabia jakieś 50 kilo zielonych jabłek na jabłka tarte, wekowane do szarlotki. Z mamą. Bo Geminga już taka jest że nie umie nie pomóc. Wyrzuty sumienia ją wtedy gryzą. Więc zagryza Geminga zęby i stoi jak ten debil w kuchni po 2 godziny dziennie i obiera, trze, upycha do słoików te pieprzone jabłka. A tyle ich jest, ze ho ho! Jak szybko w pamięci wyliczyłam, jak przystało na przyszłą księgową, to jabłuszka te nam wystarczą na jakieś 7 – 8 miesięcy robienia szarlotki co tydzień. Że o dżemie śliwkowym nie wspomnę. Albo wspomnę. 3 wielkie (naprawdę wielkie) michy trzeba było umyć i wydrylować. Ze 3 godziny dziergałam te śliwki. W sobotni, imprezowy wieczór. Skórek wokół paznokci do tej pory doczyścić nie mogę (drylowanie w sobotę było). Kwasek cytrynowy nawet nie skutkuje i chodzę z łapami jak rolnik jaki albo górnik. M. się śmieje, że skoro zamierzamy zamieszkać przez ścianę z moimi rodzicami, to co roku mnie takie atrakcje czekają. Tfu! Wypluj te słowa człowieku…

Aga

Brak komentarzy

Dziś rano dzwoniła do mnie Aga. Dogadywałyśmy szczegóły Jej wieczoru panieńskiego. Osobiście uważam, że wieczór niespodzianka ze striptizem nie jest „niespodzianką”, ponieważ stał się już baaardzo oklepany. Dlatego z premedytacją zrezygnowałam z wątpliwej przyjemności oglądania koleżki, który polewa się pianą i wygina jak dziewczyna… Czy ktoś widzi w tym coś męskiego i sexy??? Byłam niegdyś i widziałam, ale nie jest to w moim stylu. Dla mnie facet – to ma być facet, a nie Bonzo w obcisłych kalesonach i wiszący na rurce… Zaczynamy u prawie-już-teściowej Agatki w domu. Potem może do klubu. Zależy od tego czy… Trzymam kciuki!!! 

Chciałam jeszcze prosić zarządcę pogody, aby na 4 października zorganizował ciepły dzień. 10 stopni i zimny wiatr na ślubie gdzie ja występują w sukni z odkrytymi ramionami i plecami to stanowczo za mało. Że o Adze nie wspomnę… Pliiiizzz… 

Bzura 2008

Brak komentarzy

Weekend spędzony na wojnie. Niestety pogoda nie dopisała, choć na szczęście nie padało. W sobotę nad Bzurę pojechał za mną Pejkoś, który był w siódmym niebie – tyle ludzi głaszczących na raz!!! A ja byłam bardzo zadowolona, że mogłam spędzić czas z M. i chłopakami z grupy nie zostawiając znów psa na cały dzień w boksie. W niedzielę musiałam już jechać sama – wiadomo, że Pejkoś boi się huku a na reko tego nigdy nie brakuje! Po raz trzeci wystąpiłam na Bzurze w mundurze. Było super – jak zwykle: wspaniali ludzie, miła atmosfera, żarty, pozytywne zmęczenie oraz wiadomo: LANS J. Niestety sama rekonstrukcja powiewała nudą. Za dużo elementów taktycznych i wycofywanie się to jednej to drugiej strony. Wiem że takie było zamierzenie, ale bitwa nie spełniła moich oczekiwań. Ja czekałam na zwarcie i niemal walkę wręcz na środku pola, która towarzyszy Bzurze od kilku lat, gdy to pierwszy raz tam pojechałam. Było inaczej, ale nie lepiej, choć połączenie „tradycyjnej Bzury”, która niezmienna od kilku lat i tej innowacyjnej byłoby pewnie sukcesem. Zobaczymy co chłopaki pokażą za rok. 

Muszę oczywiście opisać jeszcze co wydarzyło mi się po drodze (w sobotę) do Brochowa – czyli na wspomnianą wyżej bitwę. Otóż tłumik uprzejmy był odmówić współpracy. Przy wjeździe do Sochaczewa zaczął głośniej pracować. Pomyślałam, że dojadę na miejsce i chłopaki zobaczą co i jak. Nie zważając na głośniejsze dźwięki jechałam  dalej, aż do momentu gdy usłyszałam odgłos ciągniętej po asfalcie puszki. Wysiadam… Masz ci los… Tłumik się urwał.
- Halo kochanie jestem za Sochaczewem zaraz za przejazdem kolejowym, tłumika nie mam…
- …
- No urwał się… Przyjedź…   

Przyjechał M. z kolegą ze stowarzyszenia. Zdjęli trzymający się na jednej niteczce tłumik i mówią:
- odpal
No to odpaliłam błękitna strzałę
- no to masz sportowy wydech! możesz jechać!
- … ??? 

Tak oto stałam się posiadaczem Uno rocznik 1998 wersja SPORT 

Rozmowa M. z kolegą z pracy w szatni:
- Panie A. te majtki to nie zaszczane mam tylko mi w praniu zafarbowały
- Takie tłumaczenie Panie M. też może być 

Brak komentarzy

Wczoraj na mojej ulicy zdarzył się wypadek, w którym życie stracił czyjś mąż i ojciec dwójki dzieci (17 i 8). Panowie pracowali przy budowie kanalizacji i nieszczęśliwy wypadek pozbawił życia jednego z nich. Operator koparki, który rzecz jasna niechcący spowodował wypadek mało nie postradał zmysłów. Wezwaliśmy karetkę, ale lekarze mogli tylko stwierdzić zgon i podać środki uspokajające operatorowi. Tragedia dwóch ludzi i dwóch rodzin: sprawcy i ofiary.Tak kruche jest ludzkie życie… W jednej chwili jesteś a za moment zostawiasz po sobie ból, łzy, cierpienie… 


  • RSS