geminiga blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 10.2008

Wizażżżżżż

2 komentarzy

Ha!
A propos wczorajszej wzmianki, iż należy znów zacząć używać cieni, róży i błyszczyków w ilościach nieprzyzwoitych – to kupiłam książkę, która mówi o sztuce wizażu. Prawdę mówiąc maluję się (innych też) nieźle, ale co lektura profesjonalna to lektura profesjonalna – nie? Doszkolę się zatem i będę się robić na bóstwo codziennie (taaaa już widzę jak wstaję pół godziny wcześniej, żeby to wszystko nałożyć, wklepać, podkreślić). Musze tylko jeszcze iść do sephory i wydać pół wypłaty, co to właśnie wczoraj wpłynęła na konto, aby uzupełnić niedobory kosmetyków powstałe przez ostatni czas, kiedy to niewiele poza tuszem i pudrem kupowałam…  

Bla bla bla

1 komentarz

Jem nowe Dove (nie mydło z ¼ kremy nawilżającego tudzież żel pod prysznic, tylko orzechowy sekret trufli), siedzę w robocie  i grzebię w Internecie. Ubrałam się jak drzewo, bo skoro na dworze chlapa, to chociaż ja wyglądam jak lipa, topola czy akacja wiosną. Brązowe spodnie mam i super-zieloną bluzeczkę. Powieka też trzaśnięta w ten deseń. I wogle plan jest taki, żeby zacząć wreszcie używać setki cieni, które od jakiegoś czasu leżą okurzone. Jutro wraca Karola więc wczoraj ogarniałam jej dom. Żeby nie było, że siedzieli, naświnili i poszli (chociaż mogli by tak zrobić bo przecież opiekują się sierściuchami).

A teraz historia z rana, z podróży do pracy.
Otóż wyjeżdżam proszę ja Was ze swojej ulicy i skręcam w lewo. Nadmienię, że są tam u nas na wsi skrzyżowania równorzędne, więc mam pierwszeństwo przed autami z mojej lewej. I skręcam ja w tę lewą stronę a tam na moim pasie pan, który właśnie mijał samochód zaparkowany na „jego” pasie. I tak oto pan ten: jechał nie swoim pasem ruchu, powinien ustąpić mi pierwszeństwa (bo ja z prawej) i wyprzedzał na skrzyżowaniu, ALE STANĄŁ I STWIERDZIŁ, ŻE TO JAAAAA MA COFNĄĆ. Postałam chwilę, puknęłam się kilka razy w głowę, że jest debilem i cofnęłam. Nie chciałam powodować blokady ulicy, bo wiem co to znaczy a pisałam o tym w notce pt. „Życzliwość na drodze”. Ehhhh kierowcy

Idę zrobić herbatkę zieloną
  

Hmmmm

Brak komentarzy

Jem ciasteczka kruche z cukrem i popijam zieloną herbatką. Przypomina mi się dzieciństwo, gdzie tylko takie ciastka były i jakieś produkty czekoladopodobne (ani to wypluć ani połknąć). I tak sobie myślę, że to niesprawiedliwe trochę jest. Ja tylko te kruche i czekoladopodobne, a teraz: batoniki, cukierki, wafelki, rurki, gofry, andruty, groszki, chrupki, chipsy, lizaki a tego wszystkiego po 200 z każdego rodzaju. A zabawki! Olaboga! Ja miałam bobasa, klocki, kilka plastikowych lalek „sztywniaków” i książeczki. Innych zabawek nie było. Bobas miał jedno ubranko na zmianę i wózek (ten piękny był – za całą wypłatę mamy). A teraz? Oczopląsu dostaje w sklepie. I co mam kupić Wici, skoro ona już WSZYSTKO ma? Ale uważam też, że brak miliona zabawek nauczył mnie jednej baaaaardzo ważnej rzeczy – szacunku. Dzieci cieszyły się ze wszystkiego: skakanki, kredy, gumy do skakania, spinek, skarpetek, ołówka… A Wika oddaje mi puzzle-klocki, które jej kupiłam ze słowami że ich nie chce bo ma podobne. Ale wiem też, że wielu rodziców wychowuje dzieci tak, aby szanowały zabawki i nie miały WSZYSTKIEGO co tylko chcą. I taka będę chciała być.

Wojewódzki

Brak komentarzy

Ewela do mnie pisze, żeby jej znaleźć 49 wojewódzkich (o miasta chodziło rzecz jasna). No to jej piszę, ze znam jednego Wojewódzkiego (nie osobiście oczywiście – ja nie czuję, że rymuję) Kubę. Jakuba się znaczy. Pozostałych 48 to nie…

Bleeee

Brak komentarzy

AAAaaaaaaaaaaaaaaa
Kto zgasił światło??? Jest chwilę przed 16 a na dworze ciemno. Zbliża się nieuchronnie czas, gdy zarówno przed jak i po pracy jedyne co widać to ciemność (ciemność widzę, ciemność). Złapię depresję jak nic. Najgorszy jest LISTOPAD, który już za chwilę. Potem grudzień – ach to święta, prezenty, choinka – da się wytrzymać. Potem to dni co raz dłuższe się robią i jakoś zleci do tego marca. Ale ten listopad. LIST (od liść?) – O –  PAD (od tego że spada?) Miesiąc spadających liści…

Hehe

Głupia ja!
Naiwna!
Czytałam sobie umowę z zakładem energetycznym co to ją mamy podpisać, żeby nam do działki prąd podciągnęli. I tam są dwie umowy: jedna na przyłącze robocze – na słupie a druga na przyłącze docelowe. Ale coś mi nie pasuje… Trzeba im zapłacić koło 2 tysiączków. No i ja (GŁUPIA JA) myślałam, że za te 2 tyśki to przyjdą tam mi jakieś majstry podłączą, wstawią liczniki, przekopią!!! HhehhehehhŚmieszne bardzo. Uświadomili mnie dziś, że to tylko za zgodę, za papier, za umowę, za to że mogę! Całą robotę ma wykonać elektryk, któremu zapłacę, a materiały (słup też???) mam se kupić sama! BOSKO 

Idę zaraz do domu

2 komentarzy

Szefostwo właśnie opuściło lokal, za 30 minut wybije magiczna 17:00 a mnie boli głowa. W związku z powyższym idę myć kubek (wstawić do zmywarki gwoli ścisłości), zahaczę o łazienkę i w te pędy do domu. A co! A jak! 

A jutro odzyskam autooo! Bossssko

To lecę ogarniać zwierzyniec. Pies: sztuk 1,5 (bo jork to chyba jako sztuk 1 nie można pliczyć nie?) i kot: sztuk 2 

Brak komentarzy

Zwolnienie się skończyło, dość leniuchowania i ciężki powrót do pracy. M. w związku z moją chorobą poszedł na urlop, więc odpoczywaliśmy razem. Super było spać do 10-11, oglądać telewizję i chodzić na spacery z pasami, ale co za dużo to niezdrowo. Po 3 dniach spędzonych przed telewizorem tęskni się do bardziej kreatywnej formy spędzania czasu (niż tylko wspomniane spacery). Jednocześnie to głupie filmy i programy bardzo wciągają. Na szczęście ani ja ani M. nie mamy w swoich pokojach/domach telewizorów, więc po powrocie Karoli i Roberta odetniemy się ponownie od TV.

W sobotę byliśmy u Agnieszki i Michała, aby obejrzeć płytę ze zdjęciami i filmem z ich wesela oraz zdjęcia z podróży poślubnej na Dominikanę – palmy, piasek jak mąka, błękitna woda… zawsze pociągały mnie takie klimaty i choć raz chciałabym tam się znaleźć. Może za dwa lata?

Choruję sobie

1 komentarz

No i jestem na zwolnieniu. Do piątku będę siedzieć w domu. Mam niewielką infekcję, ale ponoć lepiej ją wyleżeć. Taaa… ale jak mam leżeć skoro dwa domy, dwa psy i dwa koty mam do ogarnięcia. Przynajmniej pośpię sobie dłużej, bo przez ten kasze dłuuuugo nie mogę zasnąć wieczorem. Potem śpi mi się dobrze – i tak dziś wstałam chwilę przed 10. M. już zażyczył sobie obiad. Mam ochotę na coś z mięska mielonego. Coś zorganizuję. Myślę, że mielone w sosie ze świeżych pomidorków, z czosnkiem i warzywami. Jak w Va bene…

Chora :-(

Brak komentarzy

Niestety przegrywam z jakimś wstrętnym wirusem… Czuję się okropnie i wizyta u lekarza jest na dzień dzisiejszy koniecznością. Pewnie antybiotyk i łóżko będą grane przez najbliższe dni. Przynajmniej odpocznę po dłuuuugim weekendzie w szkole. Dałam radę i wytrzymałam na wszystkich zajęciach. Jestem z siebie dumna jak nie wiem co J

 

Karola z Robertem w Egipcie… ich Noel spał dwie noce ze mną, ale raczej już nie będzie. Kręci się, ja chora, on szczeka jak tylko wychodzę z pokoju – budzi moich rodziców. Denerwuje się chłopaczyna w obcym miejscu. Chyba gorszy dla niego stres, że w obcym domu, niż to że tęskni bo śpi sam (ale we własnym domu i znanym otoczeniu). Przecież ma do towarzystwa dwa koty a i my siedzimy z nim cale wieczory. W końcu to „tylko” pies (i kto to mówi? Osoba która ma hopla na punkcie czworonogów…) Wytrzyma te dwa tygodnie. Trzeba twardym a nie mientkim. Poza tym Pejkoś jest o niego okropnie zazdrosny. No b jak to: „moja pancia Se przyniosła jakiegoś małego, kudłatego i bierze go na górę a ja tu sam…”


  • RSS