geminiga blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 11.2008

.

Brak komentarzy

Boszzz co to był wczoraj za pracowity dzień!
Zdążyłam tylko połowę „moich” blogów przejrzeć.
Ale dziś już nadrobiłam… Ufff…
Od 11 do 15 jeździłam i załatwiałam sprawy służbowe na mieście.

A dziś piąteczek! I wolny łikendzik od 2 tygodni!
Dziś impreza urodzinowa sąsiadki Karoliny
[trza kupić prezent – Sephora]

M. był wczoraj zapytać w kancelarii o termin ślubu
- kazali przyjść w czerwcu 2009
A salę na półtora roku co najmniej trzeba. No nic to
- pójdziemy po nowym roku.

A apropo nowego roku to jak zwykle nie mamy planów na Sylwestra.
Mi by pasowało, żeby M. zrobił, ale on nie bardzo chce bo Szczepan…
Wiem i rozumiem, ale Buba też nie ma gdzie iść i to by była szansa, żebyśmy spędzili ten czas razem od – hmmm 7 lat chyba.
No i Karola by była i Robert…

Idę po herbę zieloną – uno momento porfawor

Blondynka u mechanika mówi, że spod maski wycieka jej coś tłustego i ciemnego
- to olej – mówi mechanik
- ok oleję – mówi blondynka

Noitak
Jem bejkrolsy i czekam na łikend

 
 

Am am

Brak komentarzy

Kupiłam wczoraj produkty na obiad dla starego.
Pierś kuciaka, szpinak, cebulka, czosnek, śmietanka.
I właśnie o tę śmietankę się rozchodzi.
Zakupy zostawiłam w przedpokoju, na dole, gdzie miejsce ma Pejkoś.
Nie wiem jak on to skubany zrobił, ale jak zeszłam na dół to po śmietanie został tylko rozkwaszony kubeczek.
No wyjął sobie z siatki, otworzył i pożarł. A co…?
 

W robocie mam duuużo witaminek. Jabłka, mandarynki, banany i sok multiwitamina z magnezem.
Że o jogurtach i musli nie wspomnę.

Bo z Geminigą to jest tak: fazy ma.
I faza – zdrowe odżywianie, dieta itp. I wtedy grahamki, warzywa, chude mięso, owoce, jogurty.
Potem przychodzi faza nr II – burger king, pizza, chipsy (my love), pączki, czeko czeko czeko lada.
M. je owoce i jogurty jak deser, smakołyk. Ja bo wiem, że zdrowe i że trzeba. Na smakołyk to ja chipsy poproszę. Cebulowe lub ostra papryka. M. zresztą lubi wszystko co zdrowe. Nie soli wogle, ja też mało – nie znoszę posolonych pomidorów i ogórków, ale jak można nie posolić jajka?

Jadę do banku.
Dokończę jak wrócę.

Dobra. jestem.
O czym to ja…
Aha

No i jak na przykład pytam M. czy chce natkę do rosołu to on mówi, że nie lubi. Ja mu na to, że „ale zdrowa” – „a to lubię” odpowiada i wcina.
I mu wszystko smakuje jak nie widzi jak robione. A jak widzi to marudzi, że solę wodę na makaron, ziemniaki, zupę, szpinak. A ja naprawdę mało solę. Dowód – brat ze swoją żoną i Ewela jak coś u mnie jedzą to najpierw po ¼ solniczki wsypują do potrawy.
Za to uwielbiamy pieprz.
Bez niego żadna potrawa [makaron z truskawkami?] nie ma smaku!

.

Brak komentarzy

Noitak
Z rąk mi wszystko dziś leci.
Rano efektownie wypierdzieliłam tackę z kanapkami [sztuk dwie] oraz znajdujące się tam również tabletki, wylewając równocześnie gorącą herbatę na rączkę swoją i podłogę rodziców.
I tak sobie sprzątałam ten ser, pomidora, cebulę, herbatę capivit A+E z podłogi, doniczek, schodów klnąc i śląc tzw. joby niemiłosiernie.

Teraz w robocie jestem. Zrobiłam masę rzeczy: pokierowałam notatki do szkoły i projekty domów, umówiłam architekta, odrobiłam pracę z angielskiego, przejrzałam ulubione blogi i strony, napisałam maila w sprawie książki która idzie już chyba 3 tygodnie. Aaa i zrobiłam zakupy: mięsko x 2, kapusta kiszona, kalafior, szpinaczek, cebulka, czosneczek – wszystko w samochodzie od rana. Hmmm ciekawe czy mocno już  wali w aucie…

Uwielbiam swoją pracę za to, że to tutaj robię masę rzeczy które pracując gdzie indziej musiałabym zrobić PO pracy. Zaoszczędzam masę czasu.
 
Zapach świąt mam w pracy. Mandarynek czyli. Mandarynki = zima. Od zawsze ten zapach kojarzył mi się z gwiazdką.
Tak jak mojej mamie zapach cytryn, które na wsi kupowali tylko na święta.
   

.

Brak komentarzy

Noitak
W zasadzie cały weekend spędziłam w szkole. W sobotę do 17, w niedzielę do 19. JAKOŚ wytrzymałam, choć nie było łatwo. Kolos z angielskiego na plus, mimo że uczyłam się może godzinę (choć tylko 2 unity). Przypadkiem dowiedziałam się, że do dziś jest termin składania deklaracji. Gdyby nie koleżanka, z którą chodzę na jakieś tam zajęcia miałabym spory problem (skreślenie z listy studentów, stracony semestr, wizyty u dziekana… tiaaaa). Tak więc złożyłam tę nieszczęsną deklarację. Teraz pryszcz, ale deklaracja nr II to dopiero rebus. Słowo daję lepsze niż krzyżówka. Trzeba zsynchronizować sobie plan tak, żeby uzyskać odpowiednią ilość punktów (za każdy przedmiot inna liczba, łącznie ma być 30), nie mieć np. okienka, nie mieć kolizji z innymi wykładami i nie siedzieć w szkole do 21. Ostatnim razem zajęło mi to, żeby nie skłamać 4 godziny!!!

Poza tym co
Samochód mam!
JUPI że tak powiem
Tylko, że za oknem zima a on na letnich.
Na kiedy najbliższy wolny termin na wymianę kół
MHM dobrze na 3 grudnia poproszę.
Cóż. Będziemy jeździć pooowoooli

ZW – kanapka z serem żółtym
Back

Noitak
Prezydenta nam oszczelali (word poprawia mi na oszczekali gupek).

A no i Robert karowi wrócił z „delegacji”, na której był od soboty.  
  

.

Brak komentarzy

Noitak
W zasadzie cały weekend spędziłam w szkole. W sobotę do 17, w niedzielę do 19. JAKOŚ wytrzymałam, choć nie było łatwo. Kolos z angielskiego na plus, mimo że uczyłam się może godzinę (choć tylko 2 unity). Przypadkiem dowiedziałam się, że do dziś jest termin składania deklaracji. Gdyby nie koleżanka, z którą chodzę na jakieś tam zajęcia miałabym spory problem (skreślenie z listy studentów, stracony semestr, wizyty u dziekana… tiaaaa). Tak więc złożyłam tę nieszczęsną deklarację. Teraz pryszcz, ale deklaracja nr II to dopiero rebus. Słowo daję lepsze niż krzyżówka. Trzeba zsynchronizować sobie plan tak, żeby uzyskać odpowiednią ilość punktów (za każdy przedmiot inna liczba, łącznie ma być 30), nie mieć np. okienka, nie mieć kolizji z innymi wykładami i nie siedzieć w szkole do 21. Ostatnim razem zajęło mi to, żeby nie skłamać 4 godziny!!!

Poza tym co
Samochód mam!
JUPI że tak powiem
Tylko, że za oknem zima a on na letnich.
Na kiedy najbliższy wolny termin na wymianę kół
MHM dobrze na 3 grudnia poproszę.
Cóż. Będziemy jeździć pooowoooli

ZW – kanapka z serem żółtym
Back

Noitak
Prezydenta nam oszczelali (word poprawia mi na oszczekali gupek).

A no i Robert karowi wrócił z „delegacji”, na której był od soboty.  
  

W pociągu

Brak komentarzy

W pociągu jedzie mój brat i mój szef [brat wie że szef to szef, szef nie wie że mój brat to mój brat].
Razem z nimi jeszcze 2 osoby w przedziale, w tym starsza pani [w sensie że po 60].
Mój prezes rozmawia przez telefon i rzecze:
- jak tam fiuty*?, co z tymi fiutami?, sprzedajemy?
Nie muszę opisywać jaką minę miała pani z przedziału

 

* fiut – w żargonie maklerów kontrakt terminowy – future 

Noitak

Brak komentarzy

Matko kochana!
Moje oczy! Moje oczęta!
Otóż od jakichś 2 tygodni z większymi i mniejszymi przerwami pojawia mi się COŚ na oczach.
Uczulenie jakieś (tylko nie na psa – proszę proszę proszę).
Swędzi, piecze, czerwieni się, trochę sypie a ja wyglądam wręcz wspaniale. Jak krecik.  
Zapisałam się do dermatologa. Na 1 grudnia. Jeszcze trochę.

Noitak
Poza tym wieje. Strasznie wieje. Pejkoś od 2 dni siedzi w związku z powyższym w domu. Drzewa się uginają, śmietniki wywracają a jak się stanie frontem do wiatru to nie ma opcji, żeby złapać oddech.

Nie wyspana jestem strasznie. Wieczorem łażę i łażę i spać mi się nie chce a rano drzemka w telefonie [budziku] przez 40 minut próbuje mnie wyciągnąć z objęć Morfeusza.

Na angielskim mega-śmiesznie. Na przerwie wyszłam do łazienki i nie było mnie chwilę na początku lekcji. Ashley [nauczyciel] zapytał gdzie jestem a koleżanka na to:
- on the toilet
I ubaw po pachy bo każdy przed oczami miał Justynę tańczącą na kiblu [taka forma przerywnika między lekcjami, zgromadzenie energii – jak ten z Ally McBeal też tańczył w kiblu…
hmmm ale w sumie nie NA].

Laptop się naprawia. Znaczy kolega Tomasz naprawia. Twierdzi że dysk trza wymienić. Shit, shit, shit
I że może być ciężko, bo to starszy model i trudno jest dostać. Ten postęp techniczny… Laptop ma [moment sprawdzę bo nie pamiętam] aaa kwiecień 2006. Dwa i pół roku! No tak, to w sumie już można go złomem nazwać [tylko tak żeby nie słyszał bo się obrazi i wtedy to już w ogóle kaput].

Noitak
Jutro i w niedzielę do szkoły. Dla mnie bomba!
  

.

Brak komentarzy

Aaaaaaaaa
Oszaleję
Jak Boga kocham.
Byłam wczoraj na sali. Ale jakiej sali [weselnej ofkors].
Boszzzz
Armaty, kolumny, coś jak loggia w środku, taras nad samą wodą, rzeźby, marmury oh i ach!!!
ALE 240 zł od osoby, w piątki [super promocja] 220 zł. W pierwszej chwili zakrzyknęliśmy z M. TAK TAK TAK
Zrobimy w piątek, przy 150 gościach to raptem 4500 więcej niż na tej sali gdzie miała Karola.
 
Potem poczytałam w internecie opinie.
Noitak: właściciel miły [potwierdzam], ale do czasu podpisania umowy [nie chcę wiedzieć]. Potem hulaj dusza piekła nie ma. Sadza gości jak chce i gdzie chce [w przejściu jak się nie mieszczą na sali – a co], zmienia menu [tylko drobne poprawki – nie wolno?], narzuca wybór florystyki [szwagierka czy inne koneksje], wyłącza światło [pstryk] dokładnie po 11 godzinach trwania wesele i nie ma ze boli, że jeszcze 3 i pół minuty. I takie-takie [by Roksana] rzeczy.
Tak więc sal w mojej okolicy jest chyba pięć. Dwie odpadają ze względu na właściciela [ten sam pan w jednym i drugim miejscu], cenę, ślub w piątek i opinie [były też pozytywne a i owszem, nawet więcej niż negatywnych, ale nie chcę być w tych 25% niezadowolonych]. Zostają trzy, z czego w dwóch nie byłam i nikt nie był [w sensie znajomych]. No i chyba zrobimy tam
gdzie Karola, tylko na większej sali. Wiemy czego możemy się spodziewać i za rozsądną cenę [190 zł].
 
Poza tym boję się, że nie podołam organizacyjnie. W 2010 roku będzie:

  1. praca magisterska
  2. wesele
  3. budowa domu [aj hołp]


I ja w tym wszystkim [cegły, przekąski, bibliografia, murarz, wylewki, seminarium, kwiaty, sukienka, elektryk, poprawki do pracy, orkiestra, fotograf, dachówka – aaaaaa?]
Że ja nie dam rady?    

Tia

1 komentarz

Wtorek – wczoraj. Telefon w pracy. Odbieram
- J. firma xxx dzień dobry
- Kowalska? [tu pada nazwisko pani która pracuje u nas na zlecenie jedynie we wtorki i czwartki]
- halo? [udaję że nie wiem oso chodzi – bo gdzie do jasnej ciasnej „dzień dobry”, „nazywam się” „chciałabym prosić o połączenie” lub coś w ten deseń]
- Kowalska
- co Kowalska? [grzecznie pytam]
- czy pani Kowalska
- nie J. przedstawiam się znowu
- coś się zmieniło
- nie wiem o co pani chodzi
- miała mi przygotować dokumenty, ja czekam, muszę je złożyć do ZUS-u, wysłałam do was pismo, bla bla bla bla bla
- momencik…
SPRAWDZAM
- nic nie widzę, ale może pani Kowalska je ma. Proszę zadzwonić we wtorek lub czwartek po 17, na końcówkę telefonu 07
- we wtorek, środę, czw…
- we wtorek i czwartek
- po której?
- po 17
- ale co z tym moim pismem?
- nic niestety nie mogę pani powiedzieć, bo tymi sprawami zajmuje się pani Kowalska…
JEB SŁUCHAWKĄ
Tiaaa dziękuję, dowidzenia, miłego dnia, adios

Środa – dziś. Telefon w pracy. Odbieram
- J. firma xxx dzień dobry
- Kowalska…
- mówiłam pani, że we WTOREK i CZWARTEK PO 17:00 i na końcówkę 07
JEB SŁUCHAWKĄ
Tiaaa
 

.

Brak komentarzy

No co tam słychać? W sumie nic ciekawego. Zimno jest nieco i tylko czekam aż Pejkoś oprotestuje zostawanie w boksie na dzień a zażąda stanowczo zostawania w domu. Wolę jak zostaje w domu. Wiem, że wtedy jest bezpieczny, niczego się nie przestraszy i nic mu się nie stanie. Jak sobie przypomnę co stało się gdy wyjechaliśmy do Łowicza ponad rok temu, to mrozi mi krew w żyłach. Na szczęście rodzice wrócili na czas i uratowali nieszczęśnika. A on się przestraszył kosiarki [tak tak pit bull przestraszył się kosiarki] i chciał się wydostać z boksu…

Poza tym NIC ciekawego. NUUUDA. Jest 11:43 a ja już przejrzałam wszystkie blogi, sprawdziłam pocztę, zajrzałam na kilka portali i nie mam już czego szukać w internecie. No to się ponudzę.
 Dobra idę do sklepu, żeby kupić sobie coś na czwarte śniadanie tudzież lunch.  


  • RSS