geminiga blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 6.2010

.

6 komentarzy

Z rana jechałam do urzędu skarbowego, co zaowocowało godziną snu dłużej. Przecież nikt nie będzie dokładnie wiedział ile mi się zeszło z podróżą do podwarszawskiego miasteczka. Baaardzo mi się to podobało. Za tydzień jadę tam znów. Fantastycznie…Ale do czego zmierzam. W tym USie była taka pani opalona na heban z łatami pozostawionymi przez schodzącą od nadmiaru słońca skórę. I matkoicórko. Jak ja bym chciała nad morze. Wszyscy co tam są to dzwonią i strasznie marudzą, że jest taaaaaak gorąco że o mój boże i że wiatru nie ma za grosz a woda to w ogóle zupa.
Zajebiście.
Ja jak jestem nad morze to ZAWSZE pada, gdzie tam pada LEJE normalnie. ZAWSZE jest halny, że bez parawanu to nie idzie wysiedzieć na plaży, bo zwiewa wszystko. ZAWSZE woda jest tak zimna że mam odwagę [chciałam napisać odważam ale jakoś mnie to nie pasuje stylistycznie] zanurzyć jedynie duży palec u prawej stopy. Są wyjątki i mamy ze dwa dni pogody, ale nie zawsze.

Więc odliczam dni do wyjazdu. I już widzę siebie na tej kamienistej plaży w tym zajebistym, kolorowym bikini za 40 peelenów z hm. I w tej nowej sukience z tegoż sklepu. Z M. obok mnie. I z Agą i Olesławem i jego ojcem… Jeszcze tylko niecałe 2 miechy…

Dobra przyszłość przyszłością, a tymczasem  
Odkryłam chlebek na miodzie z lubaszki. Z powodzeniem zastępuje mi póki co kajzereczki. Mięciutkie chrupiące świeżutki i niezdrowe kajzereczki. Chyba tylko ja wiem ile mnie kosztuje ten odwyk od białego pieczywa. Ale chlebek na midoku łagodzi objawy odstawienie.

A na obiad pulpety w sosie pieczarkowym i mizeria. Nono. Zaczynam coraz bardziej kuchnią przypominać moją mamę. Ale cóż począć jak stary mój woli takie jedzonko niż mogę mega-hiper wymysły jak kurczak z suszonymi pomidorami i szpinakiem czy lasagne z uporem maniaka nazywana przez starego mozarellą. Taki z niego Włoch.

.

2 komentarzy

Wujek Bernard z segmentu obok zwany Jerzym [6 osób u mnie we familiadzie ma tak, że ma inaczej na imię w papierach a inaczej na niego/nią wołają – w tym moja mama] robi elewację. Cała działka, wejście do domu, drzwi garażowe i trawa są usłane kuleczkami styropianu. I łazi, trzaska, wspina się po rusztowaniach, piłuje docina, rozrabia klej. Drugi wujek mieszkający w kolejnej części naszego trójniaka, którego żona ma na imię Jadwiga a zwana jest Hanną robi remont w łazience i  całe dnie naperdala w rury od wody oraz ściany. Teściu mój nocami urządza koncerty perkusyjno-keyboardowe a sierściuch Klarens budzi nas o 4:30 bo zgłodniał! Pejo nie słucha się na spacerach i on teraz stąd nie odejdzie bo tu była jakaś sunia i on teraz będzie wąchał. 

Nie. Jeszcze nie oszalałam. Chyba? Ale niewiele brakuje. Oj niewiele.

Pozatymco
Poza tym to mam rajtki, które wiszą mi w kroku i troszkę mnie to irytuje. Ktoś mógłby zapytać po kiego mi rajstopy jak na dworze jest 27 stopni. Otóż dlatego że u mnie w biurze jest klima, którą nie bardzo można sterować. Znaczy można, ale to i tak niewiele daje. Siedzę więc w rajstopach, krytych butach, bluzeczce i koszuli i wcale a wcale nie jest mi za ciepło. Potem wychodzę na dwór gdzie jest w słońce ze 50 stopni chyba i potem jestem zdziwiona że w lato jestem chora bardziej niż w zimę.

I głodna jestem. Coś bym zjadła. Pysznego i niebanalnego. A w robotniczej lodówce tylko serek topiony i pomidor… Póki co musi wystarczyć.
Smacznego
  

.

2 komentarzy

Aktywnie dość weekend spędziliśmy. Wyjście do nowego klubu ze znajomymi w piątek. Klub spoczko [word twierdzi że sroczko, ale ma do tego prawo]. Takie pomieszanie na maxa. Tu rury od klimy niczym ze starej piwnicy a tuż obok kryształowy żyrandol i pióra. Najbardziej podobał mi się chłopaczyna co śpiewał na żywo. Choć saksofonista też niczego sobie.
 

W sobotę wiejskie wesele. Kto oglądał „wesele” ten wie o czym mowa. Jako jedno z ciepłych dań podano kiełbasę [z grilla, smażoną nie wiem]. Pan z orkiestry po każdym kawałku domagał się braw. Jak je dostawał to był zachwycony i dziękował, jak nie dostawał to o nie prosił i cieszył się jeszcze bardziej. Poza tym to z częstotliwością raz na 45 sekund lub co refren wołał do mikrofonu „WESELE!!!”. Nie, nie wiem po co. Może żeby narąbani goście którzy akurat by się obudzili w kącie mieli jasność gdzie są. Nie wiem. Może? W toalecie brak ciepłej wody, sala w remizji [po wiejsku znaczy to tyle co w remizie] a klima nie działała, bo jak się ją włączyło to wysadzało korki, bo za duży pobór mocy.
Taaaaaaaa
Anka zapytana jak ma na imię młoda, bośmy zapomnieli odparła: a na chuj mnie to wiedzieć, ważne że wiem jak mam młody na imię [my bylim ze strony młodego właśnie].
I tak…
Aaaaaaa i jeszcze cały sznur balonów spadł spod sufitu koło 2 a.m. bo się haczyk na którym wisiały urwał. Hehehhhe to dopiero była jazda. Wszyscy panowie rzucili się żeby je gnieść, deptać, szarpać nie zważając na tańczące z nimi partnerki. A pan z orkiestry krzyczał: balony, balony, wielkie balony!!! Wspaniałe balony!!!

Wczoraj wycieczka rowerowa, gotowanie, mecz jeden i drugi. Koktajl truskawkowy, lody i opalanie na ławce.

 
A dziś salsa

welon

7 komentarzy

Więc welony wyglądały tak:
[pierwszy – długi i jednowarstwowy miał chyba 180 cm lub 190, ale przez to że był na szerokiej sukience, to nie sięgał do ziemi
 drugi – krótki dwuwarstwowy wpięty na pierwszy]


.

4 komentarzy

 

Jesuuuuuu kupiłam wszystko co było w sklepach. Wydałam wszystkie pieniądze więc teraz do końca miesiąca nic nie będę jeść. Mam dwie sukienki, 6 koszulek, spódnicę i koszulę. Aaaaa i dwie pary butów. Matylda też zaszalała. A co! Należy nam się jak nic.

Potem mnie stary wziął na romantyczną kolację do burdel kinga. Pani pomyliła w drive zamówienia i dostaliśmy ze 30 hamburgerów zamiast naszych skromnych 3. M. mówi do mnie szybko do domu i dzwoń po Pawła bo sami nie damy rady tego zjeść. Już odpakowywał jednego już prawie zatapiał w nim swoje już proste zęby [mówi ze sobie go na ślub odszykowałam bo na rok przed założyliśmy mu aparat] ale rzuciłam się na niego z krzykiem NIEEEEEEE

Oddaliśmy hamurgiery i odebraliśmy właściwe zamówienie zadowalając się 3 paskudnymi bułami. Nigdy never więcej tego szitu. Czyli do jutra znając życie.

Pozatymco
Pogadałam z Karolą i wyjaśniłyśmy sobie pewne kwestie. Lepiej mi, choć niesmak wiadomo… Teraz wiem, że trochę muszę uważać na to co mówię.

A jutro wesele. Żono moja serce moje, krążek złoty krążek i jesteś szalona… Iha ihaaa

 
 

.

1 komentarz

 

Lato  rzesz jego mać

Kot nam wczoraj nawiał. Łaziliśmy po ulicy z kijem i próbowaliśmy go wyciągnąć spod samochodu, ale za każdym razem uciekał nam pod następny i pod następny a potem wleciał na opuszczoną działkę z taaaaakimi choinkami. M. tam wlazł, ale w chaszczach nie znalazł. Sierściuch wrócił rano i na pierwsze kici kici przyleciał tak szybko, że mu ogień spod łapek szedł. Zimno,
mokro, głodno… Się zasraniec może nauczy.
No i jak już przyleciał to dostał michę a potem uwalił się ze mną na łóżku. I mrrrrrrr mrrrrrrrr robił. I ja nie mogłam wstać, bo za oknem leje a tu ciepłe łóżko i mruczący kot, który wstawia brzuch do głaskania.
Oczywiście wstałam o 8:20 czyli godzinkę za późno i już o 9:40 byłam w robocie. Ale co tam. Kota nie ma myszy harcują.

Ooooo
A dziś na zakupy jadę! Hej! Po bluzeczki, spódniczki, spodenki… Tylko tak się zastanawiam gdzie ja to będę nosić? A raczej kiedy? Jak u na zima trwa 325 dni w roku. Chociaż do tej Chorwacji to wszstko wezmę.

 

.

3 komentarzy

 Uczę się być bezczelna. Ludzie są bezczelni i gdy się nie jest takim jak oni to łatwo zostać wykiwanym. Już nie raz przez brak przebojowości i bojaźni zostałam wysiudana. Dziś na poczcie pan stojący za mną w kolejce zapytał czy go nie przepuścimy bo on ma tylko jeden list. Ja z jednym listem zawsze cichutko i posłusznie stoję i czekam aż na mnie przyjdzie kolej. „Ja też stoję w kolejce z trzema listami i spieszę się do pracy”. Pan miał o to do mnie pretensje bo on ma otwarty sklep. Powiedziałam mu że w takim razie skoro ma tu zaraz obok otwarty sklep to może przyjść jak nie będzie ludzi, na co pan się obraził. Zapytałam więc czy jeszcze ma do mnie pretensje że nie chcę go przepuścić, na co pan odparł niech sobie pani stoi. Dziękuję panu bardzo za pozwolenie panie kochany.
Uwielbiam

Pozatymco
Zakupiłam wczoraj fioletowy lakier do paznokci oraz cień sypki fioletowo złoty. Nono. Do tej sukienki na to wesele co to idziemy w sobotę. Sukienka w najmodniejszym kolorze tego sezonu NUDE. W kolor trafiłam oczywiście przypadkowo, bo ja się generalnie na modzie nie znam i jak to mi mówią co po niektórzy wieśniara jestem.

Noitak
Dobra. Nie wytrzymałam ciśnienia. Po ciastka idę. Miałam się żywić tylko ciemnym pieczywem, warzywami i owocami oraz nabiałem, ale nie dałam rady. Po jednym dniu. Gratuluję.

.

2 komentarzy

 

Byliśmy wczoraj ze starym na salsie. Wszystko fajnie pięknie, tylko najgorsze, że tańczy się nie z tym z kim się przyszło [z mężem w moim przypadku] tylko ze wszystkimi po kolei, bo TAK SIĘ NAUCZYCIE 200 RAZY SZYBCIEJ. No nie wiem… Niektórzy spoko, niektórzy średnio, a niektórzy… hmm… jak by to delikatnie powiedzieć… napierdalało od nich szczochami, wiec następnym razem zamierzam to oprotestować.

Zakupiłam dziś bób oraz schab. Bób dla mnie, dla starego kotlety. Z ziemniakami i mizerią.

Ooooo
No a wczoraj to wyszłam dwie godziny wcześniej z pracy i załatwiłam dowód i prawo jazdy. W sensie dodanie drugiego człon[ka]u. I myślałam, że żeby prawko i paszport to najpierw dowód, ale nie. Wystarczy potwierdzenie, że się złożyło dokumenty do wymiany. No i dziś podczas pracy [hyc hyc] do domu po akt małżeństwa, i [hyc hyc] do gminy. Za miesiąc będę miała wszystkie dokumenty. No i teraz musze uważać jak będę te sklepy z cukierkami napadać, bo zdjęli moje odciski palców.

Tak sobie myślę, że każdy powinien mieć zdjęte odciski. Nie tylko kryminaliści. Zaraz głosy, że wolność, że jak to. Ale ja tam bym nie miała oporów. Nie mam nic do ukrycia. Chociaż z drugiej strony to akurat łatwo przestępcom załatwić. Rękawiczki. To może DNA? Albo jak w „raporcie mniejszości” skan siatkówki. Może i bylibyśmy w jakiś sposób śledzeni i obserwowani ale za to bezpieczni.

Aaaa! Ktoś zapodał mi żart skeczowo-sytuacyjny:
Wypiął się do mnie tyłkiem i zapytał: zobacz moją vuvuzelę

.

4 komentarzy

Nie znoszę, gdy KTOŚ przekręca moje słowa i ma pretensje
Nie cierpię gdy KTOŚ moje słowa o kimś innym podciąga pod swoje zachowanie i ma pretensje

Nienawidzę gdy KTOŚ wmawia mi, że ja mam o coś pretensje

Podobno się wywyższam

Podobno nie mam prawa by mówić niemiłe, acz prawdziwe rzeczy

Aaaaaaaaaaaaaa

Z luźnej rozmowy o tym, że ludzie po wyjściu z więzienia mają ciężko założyć normalną rodzinę,
Z luźnej rozmowy o weselu i o tym, że wieśniaki nie poznali się na naszej orkiestrze,
Z mniej luźnej krytyki kobiety pijącej, palącej w ciąży i luźnej sugestii, że miało to wpływ na asymetrię dziecka

AWANTURA, AFERA, DRAKA
Nie mam słów.
Nikt nigdy [prócz M. ofkors] nie wkurzył mnie tak jak ona w sobotę.

Dobra. Już mi lepiej.
Weekend spoko. Zagłosowałam. Był grill, byli bracia. Oczywiście zjadłam 87462498 kromek chleba czosnkowego, kilogram sałatki greckiej, karkówkę, pomidory z czosnkiem, udko i to wszystko zagryzłam biszkoptem z truskawkami [by Geminiga]. W domu oglądaliśmy potem zdjęcia ze ślubu. Każdy pękał w szwach z przejedzenia, co jednak nie przeszkadzało wpierdzielić czekoladki i paczkę paluszków. Absolutnie.

  

 

.

2 komentarzy

Można powiedzieć że byłam wczoraj na koncercie. A w zasadzie to koncert był u mnie. U M. konkretnie. Szykujemy się z tym moim starym spać a tu nagle ze drzwiami bum bum, brzdęk, łup, bum… PERKUSJA! Naaaaaajs! Tato-teść łupał na bębnach. Potem zszedł na dół i grali z Darkiem na keyboard-ach. I WOKAL był!!! Wyłam ze śmiechu bo należy wspomnieć, że żaden z nich nie jest muzykiem a gusta muzyczne dalekie są od moich. Grali takie kawałki jak to często gęsto na wiejskich weselach. Mówię do starego: nagraj ich błagam, bo mi nikt nie uwierzy!

Pozatymco
O starostwie pruszkowskim będzie. Wysmarowałam im jakiś czas temu pismo, skserowałam wszystkie dokumenty jakie miałam i wystąpiłam o podział pozwolenia. Oczywiście decyzja odmowna. Potrzebny projekt zamienny. Awantura i argumenty że inne starostwa nie chcą i żądanie podstawy pranej nic nie dały. Dobra nie ma co. Dzwonię do projektanta: nie ma sprawy 2000 on mi na to. Chyba cię pogięło stary. Znalazłam pannę co zrobiła za 1000. Matylda pojechała dziś to złożyć a pani w okienku: po co projekt zamienny, przecież w takiej sprawie nie trzeba.
Moja mama jest grzeczna… do czasu. Brak mi słów na to co się dzieje w urzędach. Bez kitu.

I dzięki że już piątek. Bo kolejnego dnia z pobudką o 7 bym nie zniosła.
A M. jutro do roboty bo: „jestem teraz odpowiedzialny nie tylko za siebie, będę robił po godzinach do pierwszej krwi z nosa”.

Chyba czas do sklepu po trzecie śniadanko

 


  • RSS