geminiga blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 1.2011

.

2 komentarzy

I 1/12 roku possszła w…
Weekend tak samo. A raczej w to samo poszedł…
Jak zwykle za krótki był a poniedziałek 7:30 to jakiś masochizm [lub raczej sadyzm bo przecież to nie ja każę sobie wstawać z rana].

Na tę chwilę mam trzecią zieloną herbatę i pierwszego Kubę. Jestem na diecie [nooo dooobra nic nie poradzę że w pracy mamy otarte paluszki i nie da się ich nie jeść] bo przez weekend zjadłam do spółki 4 paczki chipsów. Lodów, draży, ciastek i tym podobnych nawet nie będę wymieniać.

Pozatymco
Pies mój ma manię zjadanie rzeczy plastykowych [i papierowych – czyt. list polecony na przykład] pozostawionych nieopodal jego posłania a leżących na schodach. Z podłogi nie, z szafki nie, z parapeciku nie – a ze schdów mniam-mnaim. I tak zżarł łyżkę do butów. Nie wiem dzięki komu lub czemu nie ruszył kluczyka do auta. No i chciał nie chciał pojechali ze starym na zakupy. Oczywiście TYLKO po łyżkę. I lampki [na choinkę hehheh]. Lampeczki do czytania. Oczywiście kupiliśmy milion bardzo przydatnych rzeczy, które są nam super niezbędne. Ale lampki też kupiliśmy. ZAJEBISTE! Wyginające się na wszystkie strony. Wreszcie nie będziemy sobie wyrywać oświetlenia podczas czytania.

No i na basenie popływaliśmy. I u znajomych/przyjaciół byliśmy [każdy u swoich, potem zbiórka]. I spacer z psem. I tak o.

Jeszcze 4 dni do weekendu J

 
 

.

4 komentarzy

Jakoś tak fajniej mi ostatnio. Więcej pracy, zaganiana jestem więc nie mam czasu się użalać nad sobą. I jakoś tak wychodzę z pracy z myślą w głowie, którą tak lubię „ależ jestem zajebista, wszystko ogarnęłam!”. Trochę lubię mieć zapierdziel w robocie. Co prawda blogaski i pudelki idą wtedy w odstawkę, ale pojawia się satysfakcja.

I musze koniecznie pogadać o jakiejś większej zaliczce, bo póki co to troszkę za bank robię u mnie w robocie. Mam faktur do rozliczenia na tę chwile na jakieś 850 PLN więc heeeloooołłł! A aż tyle pieniędzy to nie mam, żeby blokować sobie klika stów na cały miesiąc.

Pozatymco
Ahhhh
Zapomniałam
Mam bardzo, ale to bardzo ważne pytanie.
Bo zamiast malować paznokcie wolę ze starym malować żołnierzy do makiety… I pytanie brzmi: czy to jest normalne? Oraz: Czy będą ze mnie jeszcze ludzie czy jestem spisana na straty???

Dobrze że to już jutro weekend
Znów pobudka o 7:40 i sprzątanie, zmywanie, pranie, prasowanie
A w niedzielę do teściowej

Już chyba wolę chodzić do pracy ;)

 

Byłam przed-wczoraj u Agnieszki. Najbardziej w naszej znajomości lubię to, że mimo iż widziałyśmy się ostatni raz gdzieś tak w kwietniu to gadałyśmy za sobą jak kumpelki co widują się co tydzień. Zero sztuczności, zero udawania. Produkt w 100% naturalny. Hheh

I odzwyczaiłam się od jej nieskomplikowaności. Od jej prostoty i prostolinijności. W mega pozytywnych znaczeniach tych słów. Muszę częściej tam bywać. Koniecznie

Dobra teraz o robocie nieco będzie. Uwielbiam wręcz jak każe mi się skontaktować z panem X i nie uprzedza się mnie że to anglo-rusko-języczny. Tylko dziwnie brzmiące nazwisko spowodowało że spytałam czy aby na pewno ten pan kuma w moim ojczystym języku. Nie kumał. Wypadałoby chyba uprzedzić? Nadmienię, że moja praca wymaga ode mnie posługiwania się angielskim w jednym przypadku na milion.

I uwielbiam bo mam teraz 3 szefów. I kilka osób które są postawione wyżej ode mnie i każda coś chce. Temu zeskakuj, temu umów, temu sprawdź, temu skseruj, temu wyślij. Wszystkim na wczoraj. I biegiem pani do mnie przyjedzie bo zaraz do przedszkola musze wyjść. Wrrrrrr

Pozatymco
 
Poza tym nuda

O… i dzwonił szef. Przyjechać do niego do domu po dokumenty
Sir yes sir!

.

3 komentarzy

Jaką sobie kawę zrobiłam! Nie za słodka, nie za gorzka [z lekką nutą dekadencji hehh]. Pyszna.

Co tam u mnie poza tym?
Ano kot o 5:40 stwierdził, że jeśli zaraz nie dostanie żreć to bankowo zdechnie. Najpierw napierdalał miskami [zabrałam], potem szeleścił macierzyństwem bez lukru [przegoniłam], następnie trzaskał drzwiczkami od szafki [M. interweniował], po czym grzebał w kuwecie [zrobiła się 6 i M. wstał do roboty i nakarmił dziada].

A dziś za szofera robię. Jest 15 a ja już byłam w 4 miejscach coś załatwić lub dostarczyć. A na bank muszę jeszcze na pocztę podjechać. Nie narzekam w sumie, bo a to podskoczę po szampon do perfumerii a to do lubaszki na rogalika. A czas leci.

Moment. Muszę zapakować ciastka do torby bo dziś do Agnieszki H. uderzam z wizytą.
Ciasta firmowe ofkors.
Dobra już.

Niech już będzie 17 proszęęę

.

4 komentarzy

Kryzys poranny dziś wystąpił w szczycie. Bardzo, ale to bardzo musiałam się starać, żeby wstać i nie pogryźć wszystkich w koło / nie zawyć się na śmierć / nie strzelić se w łeb. Wizja dnia świstaka się bowiem włączyła. Że wszystko bez sensu, nic się nie zmienia, nie damy rady i nigdy marzenia się nie zrealizują.
Tak sobie myślę, że odkładam te marzenia na później, bo nie ma kasy. A co jak koniec świata nastąpi w 2012? Hę? I umrę czekając na marzenia? Niezrealizowana… Niefajna wizja, oj nie.
Przegoniłam ją w cholerę. Poszła, ale wróci na pewno.
Muszę mieć coś na co będę czekać. Cel nie odległy i pewny w realizacji… Wiosna?

Noooo może być i wiosna

 
 

.

2 komentarzy

Ja nie wiem. Od kilku dni nie mam się czasu w dupę podrapać. Najlepszym na to dowodem jest to, że od wtorku czy środy nie byłam na żadnym blogasku. Dałam jedynie radę pudelka oblecieć i to ledwo ledwo. Mam nadzieję, że jutro zdołam odrobić zaległości.

Jezu
właśnie Adam pierdyknął. Na skoczni na kilkanaście sekund zapanowała zupełna cisza…
Trzymam kciuki, bo nie wyglądało to dobrze. 

Poza tym zima wróciła. Ja wiem że nikt nie powinien się łudzić, że te styczniowe roztopy coś znaczą, ale heloł dziś napadało z 20 cm śniegu. Między 1 a 10. Wiem bo w tych godzinach spałam. Szłam do łózka – śniegu ledwo ledwo, wstaję - zima na maxa. Tyle się miże zdarzyć jak człowiek w nieświadomości. 

A stary niech się lepiej do mnie nie odzywa. Poszedł w cholerę do kolegów. Miał wrócić o przyzwoitej porze, był o 11. Nie, nie wieczorem… następnego dnia rano!!! I zamiast całować po stopach, że nie utłukłam to się zdjęciami zajął…
 
Faceci…

 

.

2 komentarzy

Miałam gotować same pyszności. Makaron z serem – potrawa niezwykle trudna i skomplikowana jak to na USA przystało. Miał być też kurczak kejefsi. Mama nie pozwoliła gotować. Bo udka, pomidorówka, kurczak w szpinaku jest. Hmmmm Staremu jedynie mogę risotto zapodać i schabowe.
Ja chcę swoją kuchnię!
Dobra wiem wiem. Teraz jak nie ugotuję to i tak mam obiad, ale to że nie mogę zrobić tego co chcę, bo inne rzeczy czekają w rządku na konsumpcję jest niefajne. Acz udkami i buraczkami nie pogardzę. Pomidorową zresztą też nie.

Zgłodniałam znowu od tego gadania o jedzeniu. Zaraz se oskrobię marchewę.

A odnośnie rannego wstawania to dziś się role odwróciły. Stary na dźwięk budzika dostał drgawek. Nie wyłączał go chyba z 7 sygnałów, gdzie normalnie niepokoję się gdy tego nie robi po 2. Następnie zwlekł się i trochę bluzgał. Nie dziwię się w sumie skoro nie był w robocie od 5 dni. Taka przerwa zawsze boli. Znaczy właściwie powrót po niej, bo sama przerwa oczywiście nie.

Pozatymco
Małżonek mój kochany oddaje się nowej pasji. Nowej starej właściwie, bo wciąż związanej z militariami. I tak spędzam wieczory poznając różnice w budowie pantery i tygrysa. Przynosi mi te swoje modele i mówi patrz jakie ma gąsienice. I ile ma kół. I potem odpytuje który jest który i w którym roku go produkowano. Przechlapane.

Acz malować z nim żołnierzy mogę. Tylko pędzle dostaję te gorsze, bo na pewno zepsuję. Pędzle? Da się zepsuć pędzle?

.

1 komentarz

 Poranne wstawanie w ciemnościach, gdy mąż zostaje w ciepłym łóżku powinno być zakazane. Albo powinno być nakazane wstawanie również męża. Powinien cierpieć solidarnie. W drugą stronę jednak to nie działa. I nie powinno broń Boże! Jak on wstaje godzinę wcześniej to uwielbiam mieć świadomość, że ja mam aż 40 czy 60 minut do pobudki!
No i nie dałam rady. Doczłapałam się do rodzinnego domu, wyszłam z psem i zamiast szykować się do pracy padłam na kanapę i zasnęłam na kilka drzemek. „Pierdolę” se myślę. Tak to jest jak zamiast iść wcześniej spać gadałam ze starym do późnej nocy. Stwierdziłam, że powiem że zaspałam/musiałam coś załatwić/lekarz. Jak się okazało później spóźniłam się tylko jakieś 10 minut więc wcale się nie tłumaczyłam.

Idę po serek wiejski i banana
Momentos

***
Ten moment zajął mi jakieś 3 godziny. Nie mam nic do dodania.

   

.

Brak komentarzy

Byłam na tej jeździe konnej. Boli mnie chyba każdy mięsień od pasa w gół i tak ze 60% od pasa w górę. Najpierw 2 godziny uczyłam się jak szczotkować, siodłać i prowadzić konia. Noooo powiem szczerze, że podziwiam sama siebie po tym jak podniosłam kopyto do góry i wyczyściłam szpikulcem od spodu z gnoju. I nałożyłam na nogi ochraniacze – koniowi nie sobie. W ogóle część praktyczna i teoretyczna prezd-jezdna była spoko.

Potem na krytą arenę i jak w cyrku jazda po obwodzie. Ojjj piękne porównanie: jak w cyrku. Najpierw złap konia za ucho, za ogon, obejmij pod szyją. Luuuuzik… Dobrze a teraz trzymając się siodła z tyłu położyć się na plecach i klasnąć nogami nad głową konia. Hahhahhaha bardzo smieszne! To nie żart? Wykonać!
I to samo w drugą stronę. Klasnąć nogami nad zadem konia. Dodam tylko, że klaskanie nogami miało miejsce podczas jazdy.

Kłusowanie bez trzymanki to przy tym luzik. Tylko kłusowanie z wyjętymi strzemionami mnie jeszcze tego dnia zaskoczyło.

Wyszłam obolała, śmierdząca stajnią, spocona, zmęczona, utytłana i jakże szczęśliwa. Stwierdziłam, że mogłabym być wieśniaczką. [mogłabym?]

Pozatymco
Byłam z Karolą u Agi. Wywlokłyśmy ją z domu na kawę i ciacho. Dziadkowie to świetna instytucja. Niekiedy lepsza niż mąż.
Fajnie tak choc na chwilę w miasto ruszyć.

No a dziś jak to wypada przy niedzieli sprzątałam dom. Od góry do dołu. Nie, w zasadzie odwrotnie. Od dołu do góry. No i postanowiłam zrobić makaron ze świeżym szpinakiem, suszonymi pomidorami oraz parmezanem. Znaczy między innymi z tymi składnikami. Wymieniłam te co to ich w całej pierdzielonej mojej wiosce nie było. Byłam chyba w 10 sklepach. 1 supermarket, 1 delikatesy, 2 samoobsługowe oraz reszta małych sklepików. Zacofanie.
Swieży szpinak zastąpiono mrożonym rozdrobnionym, suszone pomidory wygrezbabo z dna lodówki w domu, parmezan zastąpiono serkiem topionym. Wyszło BDB! 

Idę coś przekąsić
 

.

5 komentarzy

Brodka mnie przy życiu trzyma. Słowo. Taka zdołowana wsiadłam wczoraj do auta zapodałam grandę i od razu mi lepiej się zrobiło. Terapia Brodką.
Pogodziłam się wczoraj, że wyżej dupy nie podskoczę. Zweryfikowałam plany, zamieniłam kolejność punktów do zrealizowania, wypłakałam w rękaw M.
Może będzie dobrze?

Stary wyjeżdża na weekend. Nadmiar wolnego czasu zagospodarować zamierzam na sprzątanie, prasowanie i gotowanie. Ale żeby nie było mam też zamiar zrobić zakupy, wywołać zdjęcia, pojechać na koniki i do Agi. Czyli że tak pół na pół. Pół czasu jako perfekcyjna żona pół jako singielka.

Dobra
Bo roboty jakoś sporo


  • RSS