Ja bardzo przepraszam szanowne grono moich jakże licznych wielbicieli za tak sporadyczne w ostatnim czasie notki, ale mam w robocie taki zapierdol że ho-ho.
Albo nawet ho-ho-HO

Wyrywam zatem ze swojego czasu prywatnego [po-pracowego] chwilunię i uprzejmie donoszę co tam w wielkim świecie



………..
….
….

Hmmmmmmm

……….

NIC

Nu-Da

No dobra weekend fajny. Widzieli my się z małżonkiem mym szanownym ze starym kolegą. Starym pod względem stażu. Wieku zresztą trochę też. I z innymi ludźmi, których widujemy znacznie częściej.

Był też babski wieczór z Agą i Karolą z pina roladą, sushi i pizzą [tak wiem pasuje to wszystko do siebie jak pięść do oka, ale nam to nie przeszkadzało ani ciutkę]. Az stwierdzam, że drinaski tego typu nadają się do delektowania-się a nie do naprucia-się. Dla nas zdecydowanie lepsze w takiej sytuacji byłaby czysta. Ale już trudno…


No jako że jedna z nas ma syneczka to musiała wracać do domu jak 10 lat temu i już o 24 powiedziała: notopa

Reszta brygady zamieniła babski wieczór w nalot na melinę chłopaków [ciekawe czy Mariano obraziłby się wiedząc jak nazwano jego kawalerkę?] w której przebywał mąż jednej z nas a brat drugiej w jednej osobie [czytaj M.] Niestety nie posiedzieliśmy tam za długo bo niektórzy się „pochorowali” i trzeba ich było dostarczyć do domu. Czy tą osobą był mój stary? Ależ!

Dobra bom głodna
W pracy jadłam bowiem jedynie paluszki, lody i ptasie mleczko