I znowu piątek
Zapierniczają te dni jak szalone…
Znaczy, że piątek JUŻ to akurat dobrze ale jak znam życie nawet nie zdążę dobrze usiąść na kanapie i porządnie posprzątać o gotowaniu nie wspominając i już będzie niedziela wieczór. Nie lubię.

Stary padł mi wczoraj gdzieś tak koło 21. Normalnie leżał i zasnął. Starość chyba nie?

I kot! Boszzzz człowiek nie ma dzieci a nie pamiętam kiedy przespałam całą noc bez wstawania! DO KOTA! HeloooooołłłłDo psa też kiedyś wstawałam, ale w zasadzie krótko i nie codziennie. Bo jako szczenię miał problemy żołądkowe. Sraczkę znaczy. I budził mnie piszczeniem tak np. koło 2:16 i szliśmy na dwór. W zimę zakładałam kurtkę na piżamę i drzemałam oparta o ścianę klatki. A Pejo srał.

A teraz Klarensik sierściuch jebany. A to naparza miskami a to na balkon go wypuść, potem  wpuść, a to siku, poczym kupa, czy te rzeczy pospadają z biurka jak się je będzie spychać z krawędzi łapą? Czy koty mogą otwierać szafki wpychając łapki za uchwyty i szarpiąc? Ależ!
Taka zaprawa przed posiadaniem dzieci. Jak nie zabiję Kotecka to dzieciaczka też raczej nie.

Ahhh i steki wczoraj smażyłam. Rare, medium or well done? Małżonek dostawszy kawał krowy wielkości dłoni i grubości 5 cm nie krył swego zadowolenia.  
No powiem tak: rzuciły mi te steki wyzwanie. Twarde jak cholewa! Fakt, że nie stłukłam rostbefu, ale gryźć się nie dało. W smaku za to bdb.
Koteckowi też smakowało