geminiga blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 5.2011

28

6 komentarzy

28
Nadchodzi czas zmian. Czuję to w starych kościach.
To musi być rok zmian.
Musi

Był zajebiaszczy tort. I zajebiaszczy goście. Dużo gości. Ojciec wytargał 2 galoniki winka. 5-litrowe.
Ja wytargałam Olka za wszystko za co się dało. Klarens spierdolił i nie ma go do dziś. Urodził się tego dnia co ja i w dzień swych 2 urodzin zapragnął wolności. I poszedł w tak zwaną cholerę. Dziś zakrojona na dużą skale akcja poszukiwawcza.

2 bukiety frezji. Pachną na cały dom.


Mielone, marchewka, owsianka, placki z truskawkami. Kulinarnie.
Zakupy, zabawa w geodetę wraz z tatom. Zabawa w korepetycje z Wiktoriom.
Grill u teściowej. M. na noc w pracy.

I tak o.
Weekend przeleciał.
Kolejny weekend to kąpanie psa i pakowanie
Aaaaaa

Musze kupić psu kaganiec. Szit szit szit.


Bankowo zapomnę i będę latać w sobotę o 20:30 jak w amoku

Kici kici kici
Klarensiku chodź do Elmirki!!!
Kici kici
 

 

.

8 komentarzy

Pisze z rana bo potem jak się zacznie to nie będę miała czasu.
To jest tak: przychodzę do pracy, kawa, poczta i wystawiam 3 faktury. I jest 12. I idziemy z kolegą coś zjeść. I wracam wystawiam 2,5 faktury i już jest 16. I idę siku do łazienki i 17. I tak poniedziałek-piątek. Czas zapierdziela jak szalony. Wniosek urlopowy wypisałam i już za tydzień o tej porze będę się pakować do Zakopca. Jupi jupi jupi

Kurdę nie wiem co staremu na tę 30-stkę kupić. Nie mam pomysłu. Portfel nie, zegarek nie, łańcuszek bransoletka nie, aparat nie

……
Tę część notki pisałam po 9.
Przed milionem telefonów i maili.

No dobra.
Leje strasznie.

Lecę nadrabiać zaległości blogowe

.

5 komentarzy

Haloooo
Jest tu kto jeszcze?
Haaaalooooo

Wszyscy już se poszli…
No bo jak się tak dba o bloga to niestety trzeba się liczyć że kurzem zarasta.

Dobra. Mam huk roboty we pracy. A we domu jeszcze więcej. No i nie mam czasu.
Wieczorami stary mnie zagania przed komputer i każe horrory oglądać. O wczoraj na przykład. I to taki straszny że aż strach.

Wiecie o czym. O rodzinie co to wprowadza się do nowego domu z małym dzieckiem i tam se mieszka nannannnnannan i nic za bardzo się nie dzieje czasem tylko stuk puk w rury aż do czasu gdy wywalają gosposię Meksykankę. A ta Meksykanka to normalnie odpędzała duchy i demony z tego domu. No a że jak nie ma myszy to koty harcują [czy tam odwrotnie] to się kurwa zaczęło. Najpierw delikatnie – spadł rondel. Potem się szafki otworzyły a potem już szło po bandzie. Wyciąganie dzieciaka z łóżeczka przez niewidzialną rękę [rynku] i ciąganie matki po schodach za nogę. No i efekt taki że to niby film dokumentalny bo kręcony z kamer przemysłowych z monitoringu i kamerą taką rodzinną. No i na końcu podają co się stało z całą rodziną jak w filmie na faktach [aż przed chwilą sprawdziłam czy na faktach czy nie]
Tak czy inaczej ja dziękuję i przepraszam. Potem musiałam iść zamknąć psa do domu bo burza szła i trochę ten tego zawału dostałam.

Pozatymco
Weekend cudnie. I sobota i niedziela spanie do 10. Stary nie szedł do pracy i już nie pamiętam kiedy był w domu cały weekend.
Istne szaleństwo.

Dobra

Miłego

Musze stwierdzić że owsianka z truskawkami bbbbbb bdb i z żurawiną i z cukrem waniliowym
Staremu dorzucam jeszcze rodzynki, których szczerz nienawidzę. Jeszcze takie prosto z paczki lub w czekoladzie to jak cię mogę, ale w serniku czy w lodach czy w wyżej wymienionej owsiance bleeee… Chyba chodzi to o to, że ja ich nie lubię tak one nasiąkną czymś. Bo w czekoladzie to takie twardawe są a w lodach takie ciapy.

Pozatymco
Moi piraci powrócili do kin. Kocham Dżonego w roli kapitana Sparoła i uważam że ta rola to rola jego życia. Nie to żeby w innych był zły. Wręcz przeciwnie gra po mistrzowsku, ale w piratach… No i jeszcze w 3D. Normalnie chyba się posikam z radości i z wrażania. No i piękna Panelopa z brzydkim nosem. Hehhehh obydwoje metr dwadzieścia w kapeluszu i na stołku

I weszło mi 6 cukinii.
Dziabdziusie moje kochane

.

1 komentarz

Chciałoby się napisać, ze jakoś tak mi fajnie i miło, ale nie wolno tak pisać bo zaraz dostanę po łbie. Już o tym kiedyś wspominałam. Więc csssiiiiii… W zasadzie dobry nastrój jest niczym nie uzasadniony, ale jak już jest to niech trwa. 

Weekend przemknął z prędkością światła. Jakoś tak trochę żałuję że wcześniej niczego nie zaplanowałam i noc muzeów przeszła koło nosa. No co prawda byłam na rekonstrukcji pod budynkiem PAST-y ale pffffffff rekonstrukcje już nie robią na mnie większego wrażanie. No ale byłam, widziałam, zdjęcia porobiłam.

Byłam też w rembridż. Fajnie fajnie. I na działce pomagać ojcu. A właściwie dotrzymać towarzystwa, wyrazić opinię, uprzątnąć. Bo i co ja tak pomogę. Diaksem ciąć nie będę.

Dobra
Bo robota wzywa
  

.

5 komentarzy

Pierwsze truskawki tegoroczne zaliczone. No całkiem całkiem. Nawet smakują jak truskawki. Tylko nieco mniej intensywnie niż takie z pola. Nie narzekam jednak.

Narzekam za to na moja pracę. Bardzo… Nie wiem co i jak dalej. A miało być tak pięknie. Już żegnam się z autem, nie witam dla odmiany wypłaty za KWIECIEŃ. No i nie wiadomo kiedy wyżej wymienioną zobaczę na koncie. W związku z powyższym wczoraj realizowałam plan „depresja”. Wyszedł bezbłędnie. M. na szczęście na posterunku. Matylda także, tylko że ona w tym przypadku chyba bardziej mnie dobiła niż pocieszyła. I jeszcze ten film co go wczoraj oglądalim „frozen” stanowczo nie na depresję. Chyba żeby ktoś chciał się dobić.

Dziś mi lepiej, choć w zasadzie nie powinno, gdyż nic od wczoraj się nie zmieniło. No może oprócz tego, że wypłata opóźnia się 12 a nie 11 dni.

Idę jeść truskawki.
Trzymają mnie przy życiu.

.

3 komentarzy

 

Obejrzałam te „Oczy Julii” i dziś w recenzjach czytam, że ten film to TYLKO thriller i że nie trzyma w napięciu i że luzik i że hahhhhhahhe. No to ja mam odmienne zdanie. Bałam się przez 90% filmu. faktem jest to, że można było wyciąć to 10% bo były to sceny takie trochę z dupy, ale przynajmniej pozwoliły odsapnąć zszarpanym nerwom, więc ja bym ich jednak nie usuwała.

Poza tym dziś robię jedno wielkie nic. Nie kiwnęłam palcem. Nawet jednego dokumentu nie wystawiłam. Odpoczywam. Z łaski na uciechę odbieram co trzeci telefon. Jem paluszki i nadrabiam zaległości Bogoto płotkowe. I czekam na 17:00.

I jeść!

.

Brak komentarzy

Byliśmy w forcie w Toruniu. Cały dzień na poligonie o kiełbasie i czekoladzie. Spałam 3 godziny w jednym łóżku z mężem. Łóżko o szerokości 90 cm. Zdecydowanie nie polecam. Dostałam propozycję od 2 panów po 50: jakby pani czegoś potrzebowała to proszę zapukać, staniemy na wysokości zadania…  Jeździłam baaaardzo starymi samochodami przez centrum Torunia jako jedyny cywil na pokładzie.   

Pozatymco

Poza tym wczoraj żeśmy się z szanownym małżonkiem licytowali kto jest bardziej zmęczony i kogo bardziej boli głowa/brzuch i kto ma bardziej przejebane. Oczywiście wygrałam. Ale musiałam walczyć jak lwica.

Noitak
Poniedziałek sucks

 

.

2 komentarzy

 

Wysłałam maila, że za miesiąc chcę tydzień urlopu. Czekam czy rozpętam burzę, czy jednak łaskawie dostanę 5 dni wolnego. O 2 tygodniach nawet nie marzę. Zakopane czekaj na mnie. Za miesiąc jesteśmy. Ja M i pies. W pokoju mamy 3 łóżka więc każdy ma swoje i Pejo nie fo-chuje się żę na kafelkach śpi.

A jutro do Torunia. Co prawda Pigi nam się wpakowała do samochodu, ale już trudno. Lubię jak jedziemy z M. sami. No ewentualnie może być czarnuch nasz. A jedziemy na zjazdy tych czubów ze stowarzyszenia M.
Nauczona doświadczeniem zarezerwowałam sobie pokoik w forcie a nie kojo na sali z chłopami. Chrapią, śmierdzą i pierdzą tylko na tych zjazdach.

Pozatymco
Wczoraj ugotowałam jakieś 2 kg ziemniaków, i zrobiłam mizerię z 4 wielkich ogórków. Kotletów schabowych [8] nie liczę bo konsumowane one zostały tylko przez M. [3 sztuki] oraz mnie [1 sztuka]. No ale zmierzam do tego, że gotując taką ilość ziemniaków i taką ilość mizerii robiąc przewidziałam, że bankowo rodzice moi też podłączą się pod żarcie i że M. na dziś i jutro będzie miał te ziemniaki i ogóry do pracy.
Powiem tak: dla M. zostały do pracy tylko 4 kotlety.
Ziemniaków nie zostało NIC. Ani jednego plasterka ogórka.

Pierdolę nie gotuję.

 
  

.

3 komentarzy

Kto jest dziś w robocie ręka do góry.
Ja jestem… Bleee

Chociaż nie jest źle. Do roboty jechałam 15 minut zamiast zwyczajowych 40. Mam nadzieję, że wyjdę koło 15 a pracy miałam na 15 minut.

Pogoda jest straszna. Wczorajszy grill to 4 warstwy ubrania w moim wykonaniu: bluzka, sweter, polar, kurtka. A i tak było mi zimno. Ale co poniektórzy oddaleni od Warszawy jakieś 180 km twierdzą, że pogoda była i jest ZA-JE-BI-STA. I nie że lubią jak jest 5 stopni i wieje a odczuwalna -1 i chmury, tylko mi wmawiają że u nich tropiki.
Hmmmmmm

Chociaż pamiętam wakacje, że my ze starym [wówczas jeszcze nie-starym] nad morzem w puchówkach niemal [zimno, leje, wicher] a we Warszawie upał. I tak cały tydzień.

Pozatymco
Pozatym nic… Mąż ma karę. Za złe zachowanie!
  


  • RSS