geminiga blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 7.2011

.

2 komentarzy

Wczoraj wieczór jak kontra 2 ciężarne. Kto zjadł najwięcej? Ha! Wiadomo że JA


Fajnie fajnie. Dziś dla odmiany leniwie. Śpię, jem, czytam, piszę. Stary również śpi. 450 metrów stąd. Było tak: kochanie wrócę o 24. Paaaaaa [to on].


3 a.m. tiaaaaaa


Z drugiej strony dobrze, że 3 bo mogła by być dajmy na to 7. Więc w zasadzie nie narzekam.  


Pozatymco

Poza tym karpatka nie wyszła mi trzeci kurwa raz z rzędu. Nie kumam. Co robię źle? Normalnie nie rośnie tylko taki naleśnik. Ale smaczny naleśnik. Bom wystartowała w konkursie na najlepszą karpatkę: moja teściowa kontra babcia szwagierki konta ja. Teściowa odpada w przedbiegach bo serwuje karpatkę z pudełka, więc łamie podstawową zasadę konkursu. No i zajmuję przedostatnie miejsce. Choć jako optymistka powiedziałabym zaszczytne drugie miejsce. Acz jako osoba której po kolei ostatnimi czasy wszystko się elegancko pierdoli zostanę przy wersji: przedostatnie.


Dobra

Idę po herbę i karpatę naleśnik.

Bi rajt bak. Albo i nie

PS pytam staregp gdzie chce mnie zarać na 10 rocznicę zwiążku: do magdonaldu, do burdel kinga czy kaefce BO NIE WIEM JAK SIĘ UBRAĆ???

.

3 komentarzy

 Druga w ciąży. No ja cię pierniczę. Z jednego kubka piły bankowo. Ino ja się ostałam. RATUNKU! Teraz się zacznie. Nagabywanie. Już to widzę: a wy kiedy? Chyba se nagram normalnie odpowiedź na dyktafon albo co.

Tak wczoraj sobie pomyślałam, że praktycznie połowa wakacji za nami a ja ani razu nie byłam na żwirowni. I wcale nie dlatego że mi się nie chciało, albo że nie miałam czasu tylko dlatego, że pogoda jak widać. Aktualnie mamy ulewy i burze. Ale jakie zajebiaszcze te burze! Nono
I kaloszki w zeberkę odziewam. Tylko jest problem następujący: w deszcz są mistrzostwem świata ale jak przestaje padać i przeciera się słońce to trochę się głupio wygląda w gumiakach. I troszkę w stópki gorąco.

Pozatymco
Kupiłam polędwiczki. Będę dziś popełniać we sosie. Tylko żałuję bo mogłam kupić kurki.

.

2 komentarzy

 

Uwaga będzie coś czego jeszcze nie było

NIE MAM CZASU!!!
A to ci dopiero

Nie mam czasu siku. Albo siku albo blogasek. Jak widać za kamienie w moim przypadku będzie odpowiadać blog.pl oraz wszyscy tu zaglądający moi wierni i niewierni fani. Ahh

Nie czuję lata. Nic a nic. Może przez te marne 18 stopni za oknem i permanentny deszcz?
Bób już prawie za nami teraz borówka. Truskawki też już raczej wspomnieniem. A cukinia z własnej ziemi jest jeszcze lepsiejsza. Nawet jak się za dużo dowali ostrej papryki.
A kulinarnie to jeszcze łazanki zrobiłam. Pierwsze własne łazanki. Będę się teraz nimi pasła do końca tygodnia bo mam ich cały sagan. M. i ojciec pomagają, ale co oni tam zjedzą. Bo 3 chochle raptem.

Pozatymco
Wczoraj odgruzowałam paznokcie. Na pięty nie starczyło mi siły. Poza tym diaks zajęty. No i gogle [przez jedno o] musze pożyczyć bo obawiam się że odskakujące kawałki mogą uszkodzić siatkówkę.

 

.

3 komentarzy

mieniny miesiąca. Najlepszego
Pogoda do dupy w dalszym ciągu.
Czasu nie mam permanentnie.

Sterta prania leży już chyba 3 tydzień. Stary niedożywiony bo nie mam czasu ugotować. Paznokcie masakra. Niewyspana bo od niepamiętamkiedy śpię po 6 godzin insetad 8/9. Ja się zatem zapytuję co ja robię z tymi 24 h codziennie? Bo nie wiem. Brak organizacji chyba. Chociaż czy ja wiem. I tak latam jak kot z pęcherzem.

Szukam pomysłu jak zarobić miliony inwestując 100 PLN. Totek odpada. Jak na razie nie mam pomysłu ale nie poddaję się.

Dobra
Co tam poza tym
Hmmmmm

Ku pamięci odnotować iż
Uwielbiam kawałek z płyty Mariki. Numer 7.
Moment. Poszukam.
Filifionka się zowie
Reszta OK. acz jakoś strasznie nie powala. Choć słuchałam tylko 1 reszty a jak wiadomo: no jakże może podobać mi się piosenka który pierwszy raz słyszę

 
  

.

2 komentarzy

 

Szybko, bo mam sporo do opowiedzenia a czasu mało. Będę zatem szybko pisać. Kto nie nadąży to już trudno

Sen Śniło mi się że pobiłam teścia. W zasadzie go zmasakrowałam. Dobry sen.
Potem mi się śniło, że zepsułam okular. A potem mi się śniło że znalazłam portfel.

Pozatymco
Ja też umierałam, ja też! Bo się tu Lucciola chwali a ja nie chcę być gorsza.
W sobotę o 8 zostałam obudzona przez bulgoty w brzuchu. Kibel MIGIEM zdawał się wołać żołądek. Kibel był zajęty. Hmmmm pozostał mi kibel w piwnicy. Nie miałam wyjścia więc nie wybrzydzałam. Powiem tak: nigdy newer ewer nie gbyłam tak spocona. Nawet przy +38 stopniach i po mega treningu. Mąż oczywiście spał. Nie wiem jak się wewlekłam na to 2 piętro do M. ale dałam radę. I rzekłam: wieź mnie do domu. Ale niezawiózł bo po pierwsze ja znów musiałam do kibelka a mąż mój zajął tron numer 2. I teraz uwaga: ja wyzdrowiałam po 2,5 godzinach snu. Małżonek mój po hmmm [liczę moment] po 9.

Dobra szybko co jeszcze chciałam
Na imprezie byliśmy. I impreza była u rodziców. W sumie w weekend spałam gdzieś tak z 11 godzin więc dziś się czuję wybornie.

Aaaaaa
Na zakupach byłam. Bałam się wrócić do domu. Strasznie. Ale mój mąż jest bardzo wyrozumiały bo nie opierdzielił mnie za to że wydałam 1/3 tego co ostatnio on na mundury. Niespełna 1/3. Boszzzz ale takie przeceny, ze zakupiłam 3 śliczne bluzki, koszulkę, legginsy [takie wicie burdelowe, strasznie się podobały M.], 2 baleriny, szpilki [mega giga] ahhh i sukienko-tunikę w kolorze czerwonego grejpfruta. I jestem w tym wszystkich zakochana!

A teraz udaję się w celu pracowania.
Bleeeeeee

  

.

4 komentarzy

Pogoda iście lipcowa. Normalnie 16 stopni, deszcz i wiatr.ZajebiścieAle ale! Nie ma co się martwić bo weekend za pasem.  

Byłam ja wczoraj na spotkaniu z przyjaciółka z liceum. 6 miesiąc. Następna! Czy one z jednego kubka piły? Fajnie tak. Widzimy się średnio raz na kilka miesięcy a gadamy jak byśmy się spotkały przedwczoraj. Tak o. Zwyczajnie

Czytam tę trzecią część millenium, ale wkurwia mnie totalnie, że ta książka ma [moment sprawdzę] 784 strony i jest wielkości i wagi pustaka. Albo Pudełka na buty wypełnionego kamieniami. Moja torebka jest mniejsza od tej książki więc tacham toto pod pachą. No i wyglądam jak bym szła z encyklopedią.

Ahhhhhhhhh
Czy ja wspominałam, że zabrali mi auto służbowe? Nie? No to zabrali.
Jeżdżę autobusem, tramwajem, autobusem i jeszcze raz autobusem albo piechotą bo to tylko 2 przystanki. Razem CZTERYNie ma to jak dobre połączenie komunikacyjne.
Dojazd i powrót z roboty zajmuje mi teraz jakieś 1,5 h dziennie więcej. Ale nie ma co się nakręcać bo i tak pewnych rzeczy się nie przeskoczy. A bilet kosztował mnie 116 PLN. Jego mać!


  • RSS