geminiga blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 8.2011

.

1 komentarz

Dobra. Pierwszy dzień w nowym biurze. Normalnie się czuję jak bym pracę zmieniła. Nowe biuro, nowi ludzie dookoła, inny autobus. Z tymi ludźmi to raczej na plus. Siedzenie w robocie z jednym kolegą oraz 2 współpracownikami 50+ jest średnie. Tu roi się od młodzieży [heh] w moim wieku. Ale! Panowie od przeprowadzek wywieźli mój komputer w tak zwane pizdu. Jakieś 60 km od miejsca gdzie miał się znajdować. Zatem przymusowy dzień organizacyjno-porządkowy. Za to jutro… wolę nie myśleć co będzie jutro.

Pozatymco


Poza tym to odnotowano na wadze +2 kg. Zadziwiające.


Pozatymco


Poza tym to musze lecieć na solarium. Teraz. Ciao

.

4 komentarzy

Dziś w robocie dla odmiany nuda. Za to jak jutro przyjdę do pracy… Już to widzę: faktury, telefony. pudła. No bo przeprowadzka biura nas czeka. Mnie czeka. Już to widzę. Oj widzę. I niestety dalej będę miała do pracy. No ale za to tylko 2 środki komunikacji. Teraz 3 lub 4. W zależności czy ostatni kilometr dymam piechotką czy wsiadam do busu. Teraz zasiądę na pętli, wezmę gazetkę/książkę/notatki i jazda.

Pozatymco

Zakupiłam na gruponie pufy. Bo z 500 zł za jedną cena w promocji stocośtam. I kupiłam dwie. I teraz nie mam gdzie ich trzymać i zajmują mi 1/4 dostępnej powierzchni w moim panieńskim pokoju. Na strych nie da rady bo właz za mały. Chyba że oknem wciągniemy, ale do tego trzeba natchnienia. No ale zawsze to kilka metrów mniej do odkurzenia i zmycia podłogi :) Jak to mówią: w każdej sytuacji znajdź coś pozytywnego.

Ahh
No i samochód do kasacji. Podłużnice czy coś tam poszło więc szykować kasiorkę proszę. Bo nie chcemy sprzedawać maździochy, tylko połatać. Tak se myślę, że i tak większość samochodów tłuczona a jak nie tłuczona to przytarta/zajechana/zamulona/zepsuta i trafić dobą sztukę jest ciężko. A kosztuje to sporo czasu, energii i kasy – jak by tak chciał sprawdzać wszystkie auta. A tu ok, no bita wiemy, ale wiemy jak i co. A nie że z przystanku wyciągana albo ze ścigaczem gratis.

I wesele za tydzień. Jessssu jak ja wystąpię w tym co se kupiłam to mnie zostawią przy trasie coś czuję. Abym parę groszy do pensji dorobiła.
Znaczy w zasadzie sukienka jest grzeczna, tylko sexy, ale w połączeniu z fryzurą/makijażem już nie. Właściwie z makijażem. Karolinę przytkało i nie mogła za bardzo się wypowiedzieć w kwestii makijażu, Agata po oswojeniu się przez 15 minut stwierdziła, że nooo może być a Maniek powiedział tylko, że jak patrzy na moje usta… albo nie nie powiem Wam bo się wstydzę. W każdym razie kosmate myśli.

Nie wiem nie wiem.
Miałam w sumie zrezygnować i bardziej konwencjonalnie się umalować, ale M. powiedział, że ON JUŻ WSZYTSTKIM POWIEDZIAŁ i nie mogę zmienić imidżu.

Dobra bom się rozpisała jak gupia
Chyba druga kawę sieknę

.

6 komentarzy

Dokładnie tak. Chłopaki też mieli stłuczkę. Na szczęście kawalerski na 2 tygodnie przed ślubem i zdążą się wylizać. Młody bez szwanku u reszty stwierdzone: tak zwane zamknięte oko, obita ręka oraz pęknięte ucho. Boszzzz jakie to prymitywne. Prawo pięści, silniejszy wygrywa i takie tam. Do buszu

Pozatymco
Mówiłam że zęby to zły znak. Agacie tez się śniły dwa dni temu i wczoraj zmarł dziadek. Także niestety teoria Kukurariss nie bardzo.

Strasznie mi źle poza tym. Mam dosyć. Nic nie idzie po mojej myśli NIC. Ja wiem, że ludzie mają gorsze tragedie i dziękuję Bogu, że wszyscy zdrowi i mają ręce i nogi. Ja to wszystko wiem. A jednocześnie tak niewiele chcę. I czemu nie mogę? I na dziś dzień wielu rzeczy żałuję. Których nie powinnam.

Źle źle źle

Może nowy tydzień przyniesie lepsze dni

.

3 komentarzy

 Jednak zęby to zły znak. Dwa dni po przerejestrowaniu auta BUM. No co prawda nie z winy M., ale samochód tłuczony. I na miesiąc minimum autobus oraz rower li i jedynie. Ehhhhhh
W sobotę dla odmiany kawalerski który zakończył się równie niefartownie.

Faceci

Pozatymco
Poza tym dziś 10 lat odkąd z moim mężem tworzymy związek. Niesformalizowany. Dekada. Ponad 1/3 życia. Jak nie będzie bukietu, kolacji przy świecach oraz diamentowej kolii to nie ręczę za siebie. Heh

.

7 komentarzy

 

Śniła mi się dziś moja córka. Nie wiem czemu nie syn, bo od syna mam zacząć. Od dwóch synów. No ale w śnie była córka. Najpiękniejsza ze wszystkich córek. Nie wyglądała jak noworodek tylko była tak śliczna jak miesięczne niemowlę. A ja jak ją urodziłam to w objęciach z moją mamą płakałam tak strasznie. Ze szczęścia. [nie wiem gdzie był M. nie pytajcie, rodziłam z mamą] 

A potem lub przedtem śniły mi się zęby. Konkretnie moje. A jeszcze bardziej konkretnie zepsuta 5. I nie podoba mi się to zestawienie dziecka i zębów. I chyba coraz bardziej chcę moją córkę.

Ehhhhhhhhhh

Mężu znajduj pracę. Dam Ci dziecię w nagrodę

.

9 komentarzy

Zdębiałam.
Ilość komentarzy mnie mocno przytłoczyła.
Nie czytam, bo wiem że jakieś 30% to testy w stylu: wyszłaś za ćwoka, powinnaś usługiwać i czy w domu też taka wulgarna jesteś do dzieci.
Jakich dzieci?
No ale to właśnie pokazuje, że czytelnik przeczytał 1 notkę i zjadł wszystkie rozumy i może się na mój temat wypowiedzieć. Tylko „moich” stałych czytelników przeczytałam.
Reszta jeśli się pojawi kolejny raz to skomentuje i może wówczas się poznamy. Jak nie to nie. Sory Najlepszą reakcją jest brak reakcji.

Weekend fajnie. Pierwszy raz nad stawem czy innym zbiornikiem wodnym. Jako że na przekąskę mieliśmy tylko suszone morele to na późniejszym spotkaniu wieczornym ścigaliśmy się do kibla. U Piotrka u którego drzwi są tylko wejściowe, bo jeszcze nie wykończył domu. Żadna łazienka z wszystkich dwóch drzwi nie posiada. Hmmmm

Pozatymco

Poza tym urodziny Krugera z Śnie pszczoły: niezłe miejsce nie powiem. Siedzieliśmy przy takiej wielkiej szpuli po kablach zamiast stolika na fotelach z kina [czerwone składane]. Pod sufitem wisiał rower, parkiet z bali drzewa a wszystko w starej kamienicy. No i drzwi do kibla [temat powraca jak bumerang] ze starej widny. No i ja przepraszam, ale ja już się nie dziwię że nieraz w tych windach to nasrane jest. Bo jak ktoś do takiego klubu przyjdzie to potem może mu się chyba pomylić nie?


I jeszcze u Agi byłam. Wyjechała nad morze na 2 tygodnie. Ma kategoryczny zakaz dzwonienia do mnie z plaży. Nie dam rady znieść szumu fal w słuchawce.

Dobra bo robota czeka

.

293 komentarzy

 Wczoraj małżonek mój szanowny jadł jajko na pół miękko – pół twardo widelcem. Widelcem ponieważ nie podałam mu [!!!] łyżeczki. No rzesz kurwa mać.
Inaczej nie da się zareagować.
Stałam w kolejce, kupiłam, zapłaciłam, przytargałam do domu, usmażyłam [mięso nie jajka], pomidorek, cebulka, pieczywo, jajeczko, nóż, widelec, talerz [herbata? Nie dziękuję], sól, pieprz. Nie było tylko łyżeczki. Normalnie se przechlapałam. Następnym razem nie podam wcale sztućców [o ile w ogóle cos podam skoro tak] i będzie wpierdzielał łapami jak se nie weźmie.

Pozatymco

Dziś 15 stopni. Już nawet nie narzekam na pogodę. Idzie się przyzwyczaić. Pfffffffff

Nie mam nic do dodania

.

4 komentarzy

Cztery godziny wycinania folii po wylewkach w kucki powoduje lepsiejsze zakwasy aniżeli trening. A kotlet z kurczaka z chlebem i małosolnym po takiej robocie, zjedzony na tarasie wyborny wręcz. 

Weekend aktywnie dość. Piątek my gościliśmy, w niedzielę gościła nas gospoda. Jedyną potrawą która nadawała się do zjedzenie według mnie były ruskie. M. zjadł Bambi. W sensie że jelenia. Kiler.

I to by było grubsza tyle
Pogoda bez zmian.
Dwa dni słońca [powiedzmy] sześć dni deszczu.
Cukinia zatem oszalała. Raz na 4 dni tacham do domu od dwóch do 4 sztuk. I robię w pomidorach. Acz następnym razem zrobię placki, bszzzz ileż można. Cukinia na obiad, cukinia na kolację.

Pozatymco
A w lodówce w robocie mam mleko czekoladowe oraz neskłik.
Moje śniadanie numer II zjadam prawie zawsze o 10:30 wiec wiadome że nie mogę się doczekać.

Jesssuu
A z soboty na niedzielę spaliśmy jakieś 11 godzin. Bosssssko

I chciałam jeszcze zaznaczyć iż bazar po drugiej stronie ulicy niż moje biuro jest błogosławieństwem oraz przekleństwem zarazem. No bo fajnie kupić sobie pomidory czy śliwki prosto z krzaka/drzewa za 1,50 ale potem trzeba to jeszcze zanieść do domu. Tak więc…

No i proszę codziennie uginam się pod ciężarem owoców i warzyw.

Się zrobiło po 10:30 Neskłik
 

.

4 komentarzy

 

Matko kochana. Ulewa wczoraj była taka, że ho ho! Musiałam chochlować szczotą wodę bo na podwórku miałam rwący strumień. Dzie tam strumień. Potok! Niejedną ulewę widziałam, ale chyba wtedy jeszcze ziemia nie miała dosyć. Teraz ewidentnie grunt zastrajkował i stwierdził, iż wody więcej nie przyjmie choćby nie wiem co. I caaaała woda z działki płynęła pod drzwi i garaż. A ja sama! No to szczota i szur szur tę wodę do szamba. 

Poza tym weekend mega pracowicie,. Sprzątanie tylko po łebkach bo czasowo tylko tyle dałam radę. We sobotę na waciki dorabiałam i 6 godzin spędziłam nad tabelką Matyldy. Potem kolejne 2 na wypełnianiu kopert dla teściowej. Jak to stwierdziła Karolina: mam chciała żebym ja jej pomogła, ale ja nie mam czasu [hahhahah ja za to się nudzę jego mać].

Byliśmy też u Agi. Chłopcy pili malinówkę, która to ledwo zdążyła ostygnąć i którą se Agula na zimę naszykowała. Chyba bidula musi zrobić jeszcze raz.

Dobra. Skończyłam to millenium. I teraz mam trochę żal, że nie będzie kolejnej częśći. Nie powinno się tego robić czytelnikowi.

Boże a śniły mi się duchy. Straszne


  • RSS