geminiga blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 2.2012

.

4 komentarzy

 Tytułem wstępu:
Od pól roku wstajemy z małżonkiem moim szanownym razem do pracy. I od pół roku co wtorek i czwartek myję łeb. Przed pracą.
I dziś [wtorek] w samochodzie pod moim domem rozegrała się następująca scena. Aha! Gwoli ścisłości: spimy u starego, śniadaniajemy u mnie. W sensie w jego domu rodzinnym śpijmy, w moim domu rodzinnym jemy śniadanie. I u mnie myję głowę.
Nie wnikajcie.
Mąż: grzej z psem
Żona: ty grzejsz, ja myję głowę
Mąż: nie żartuju sobie ze mnie!!! Ja musze być na 8 w pracy!!! wstalibyśmy pół godziny wcześniej!!! [uwaga żony: wyrobiłby się]
Żona: jebnięcie z całej siły drzwiami od samochodu.

I poszłam se z psem, i se głowę umyłam i se na autobus poszłam. Tyle lat jeźdzę komuniacją miejską, że doprawdy wielka krzywda mi się nie stała. Oczywiście mąż nagle zdał sobie sprawę że zdąrzy i bardzo bardzo chciał wyjść z psem ale mu nie dałam. I to jest sedno tej sprawy: czemu ah czemu jestem taka gupia i samowystarczalna i honorowa. NIE TO NIE brzmi moje motto. Złe motto. Oraz DAM SOBIE RADĘ. Równie głupie. Po mamusi. Psia mać!!!

I wpierdzielam tę marchewę bo widziałam wczoraj reklamę / kampanię społeczną iż należy jeść 5 porcji warzyw/owoców/soków dzienie. A ja jem zero.
Wyzwanie 5 porcji

 

.

3 komentarzy

We piątek na 9 miałam być na drugmi końcu mego miasta w sprawach słuyżbowych. Na 3 minuty tam musiałam być, a trasa w jedną stronę 53 minuty. Wrrrrr
Ale ale!
Jako że było to [dla odmiany] 3 minuty od Agi to dzwonię i mówię: Mandżur pakuj i dawaj mnie tu!
No i załatwiłam tę sprawę służbową i zamiast jak przystało na pracownika roku jechac do biura i jak ta mróweczka… to ja z Oltem hyc na kulki! I z Agą na kawę!
Tylko cicho :)

Weekend jak zwykle. Zdecydowanie za szybko.
Niedziela fajna jest ostatnimi czasy, bo nigdzie nie musze jechać.
Kupienie spożywki na obiad uważam w kontekście ostatnich weekendów spędzonych w marketach budowlanych za rozrywkę. I siłownia i filmy i gotowanie niedzielne.

A w sobotę wieczorem p 21 M. mówi idę odprowadzić kolegę G. bo oblewali coś tam coś tam i kolega G. się dosc nawalił.
Odprowadzenie kolegi – jakieś hmmm niech policzę….
800 metrów dajmy na to – zajęło M. 3 godziny. Ojjjjj tam ojj tam. Się czepiam

A w pracy byłam dziś na 8
Jest 10 i naprawdę nie wiem jak dotrwam do 16.

Help

.

4 komentarzy

Druga kawa, ze względu na pogodę, konieczna.
Pobudka o 6 przy takiej pogodzie nie jest na moje nerwy. O nie.
Dzis ide spać o 18.

Byliśmy na tej porodówce. Zakupiwszy hipopotamka oraz bukiecik udaliśmy się do matki i dziecięcia. Mały, który wcale nie jest taki mały, wcale też nie jest pulpecikiem jak można się było zasugerować patrząc na zdjecie. Oczywiście nie ma wklęsłych polików, ale żeby miał pućki…? Trochę się pogapił, trochę pocmokał, trochę pokrzywł. Wsztskiego może z 10 minut. Resztę czasu spędził leżąc przy cycu. Zwarzywszy na fakt, że byliśmy tam półtorej godiny domniemam, że mu się proporcje zamieniły :)
Jutro jadę chyba znowu. Tym razem bez starego, który zjadł wszystkie jogurty i banany dostępne na porodówce i dalej darł się że głodny. Normalnie jak te dzieciary tam!
Tylko jeść i jesć.

A ja dla odmiany w środę popielcową opierdoliłam dwa cheeseburgery. Ale błagam! Nie mówcie mojej mamie! Choć ja poporstu zapomniałam! A moja Aga kiedyś [i dodam że nie miała 6 lat tylko jakieś 16] zjadła w wielki piątek pasztet, bo ONA NIE WIEDZIAŁA ŻE TO MIĘSO JEST! Spoooko… Dodam że był to pasztet domowy, więc tłumaczenie, że teraz to nie wiadomo co tam wsadzaja w te pasztety i że one wcale mięsa nie mają nie mogło zostać użyte.

Pozatymco
Poza tym uwielbiam rozmowy kawlifikayjnce trwające [jak dzisiejsza] 7,5 minuty.

 
  

.

1 komentarz

Najbardziej w nowej pracy [w nowym miejscu pracy raczej] cierpię z powodu braku bazarku.
Czy zimą czy latem zawsze dostęp do świeżutkiego jedzonka. Owoce, warzywa, wędlinka. I Lubaszka!!!
Teraz za to M. mi robi kanapki. Ze serem lub wędliną. I liściem sałaty. Co prawda opanował to już do perfekcji bo wcześniej to np. kroił mi plaster pasztetu 1,5 cm [i nie jest to przesada z mojej strony], bo on tak je. Ale kurwa ile można żreć te kanapki? I serki. W okolicy żadnego sensownego sklepu, tylko żabka. I to chyba najgorzej zaopatrzona ze wszystkich żabek. Tylko chipsy, napoje i makaron. Chipsy uwilabiam, ale mam zasadę: chipsów w pracy nie jemy!

Dobra.
Skończyłam jeść tę bułę. Do roboty

.

1 komentarz

Jestem ciocią!
Nooo doobra: żoną wujka, ale wcześniej tylko bratową i przyszywaną ciotką.
Ale i tak supcio :)

Mały Adaś wcale nie jest taki mały. Urodzony przez cesarskie cięcie w dniu 20.02.2012: waga 3990, 57 cm, 9/10 Apgar.
Pulpecik!
Jutro jadę w gości na porodówkę.

 

.

7 komentarzy

Oglądaliśmy te listy do M. Nawet nawet. Poszło.
Uwielbiam Szczura i Romę.
 
I Skazanego na bluesa.
Depresyjnie.
A Ryśka uwielbiam.
Musze odnowić kontakty z dżemem.

AhhhhhA propos dżemu.
Zjadłam wczoraj 7 [słownie: siedem] pączków. M. mi bardzo kibicował i namawioał do bicia rekordów, ale nie dało rady.
Starzeję się chyba.

I nie wiem też czy komplement „zrobiłaś zajebisty sos” brać jako dobrą czy złą monetę? [sos był ze słoika]. I mam zakaz udoskonalenia go. Ja oczywiście bym dodała warzywek trochę wiecej bo pół marchewki i pół papryki na gar ryżu i kurczaka to ciut mało…
I tak go udoskonalę
 
Noitak
Planów szczególnych na weekend brak.
Niby jakiś bal jest przebierańców [M. na takie jako pierwszy chętny], ale jako że małżonek mój szanowny znów miał dzwona to w ramach kary nie idziemy.

Czy 3 dzwony w ciągu 6 miesiecy to dużo??????????????

.

4 komentarzy

Mam w domu licencjonowanego. Z każdej możliwej strony. Ma 2 licencje i jedne uprawnienie kierownicze i puchnie z dumy. W piątek oblewanie było i się oczywiście uchalał tak, że o 23 pożegnał towarzystwo. A ja musiałam brylować i zabawiać. A w niedzielę jeszcze odwozić.
Ale uwielbiam gdy Mariano wita nas w te słowa: witam wszystkie piękne panie!… i ciebie Justyna też

Skąłamabym gdybym powiedziała że nie było w tym trochę mojej zasługi. Jak we środę wieczorem kazałam usiąść do testów i okazało się że tak na 60% tylko zna odpwiedź to zaklęłam głośno. I stanęłam nad głową i kazałam rozwiązywać testy do 24. Pomogło :)

Ćwicze przed tłustym czwartkiem. Opierdzieliwszy wczoraj 3 sztuki stwierdzam, że jestem gotowa. Tłusty czwartu przybywaj!

.

4 komentarzy

Jako że ćwiczę na siłowni i na aerobiku to chyba wolno mi jesć wszytsko na co mam ochotę? I jako że z takiego założenia właśnie wychodze to wczoraj: 3 kanapki z całej kajzerki, 2 pączki, kawał karpatki, 2 cheseburgery, zupa brokułowa z grzankami, pół paczki serowych chrupek. Więcej grzechów nie pamiętam, ale nie oznacza to że nie było. 

Jakoś dziwnie w robocie pracy mam sporo i prawie wcale się nie nudzę. PRAWIE. Powinnam sobie przynieść do biura książkę z nauką Excela, ale jakoś nie sądzę żebym się zebrała do nauki. A powinnam. I ustawy. Sztuk 4.

A wczoraj stary do mnie w te słowa: zapomniałem kanapek! ty swoje zwięłaś? Szkoda że moich mi nie dałaś.
Znaczy że miał pretensje, że ja nie zauważyłam, że on nie zauważył że nie zwiął kanapek. Jakieś pytania?

Coś bym zjadła

.

5 komentarzy

Chyba musze spróbować tej barwarki. Boję się jej jak nie wiem czego, ale skoro kawa tylko i wyłącznie z mlekiem to może i herbata?

W tym roku byłam już na 6 rozmowach a dziś mam 7. O zeszłym roku nie wspomnę. Mam serdecznie dośc i chyba pierdolę nie chodzę więcej. Ileś można. Tym bardziej w TAKĄ pogodę.

Weekend nawet nawet. Byli my ze starym wczoraj na siłowni, na zakupach i w burdel kingu. W sobotę dla odmiany sprzątanie. A dziś mam zadanie matematyczne. Wyliczyć ile płytek do łazienki należy zakupić. I to nie w metrach kwadratowych tylko w sztukach. Liczydło poproszę.

Pozatymco
Poza tym nic mi się nie chce.
Najchętniej położyła bym się z laptopem na kolanach pod kołderką z tymi trzema paczkami chrupek kukurydzianych serowych i nie wyszła póki mi się chrupki nie skończą. I oglądała desperatki, które mi się ciągną.

.

2 komentarzy

Byłam wczoraj na rozmowie. Na 15:00 [godzina z dupy, ale trudno]. I pan na tej rozmowie pierdu pierdu, a czy pani wie że to nie jest drugi etap tylko już zaproszenie do współpracy? [nie wiedziałam]. A czy pani wie że to nie umowę o pracę tylko trzeba założyć działalność [nie wiedziałam],
- to pani składa wypowiedzenie!
- no, ale nie dam rady bo już 15:30 u mnie w biurze nikogo nie ma…
- to jurto pani złoży…
- ale to wtedy pratycznie 2 miesiące bo bie wypowiedzenia liczy się od 31. aha. To dobrze że mi pani mówi.

Kilka zdań wyrwanych z pojebanej rozmowy. Wściekła wyszłam na maxa bo tylko szkoda mojego czasu. Jak można nie powiedziec o tak istotnych kwestiach jak forma zatrudnienia na pierwszej rozmowie? I oczekiwać że pracownik będzie miał niespełna godzinę [jeśli pracuje jak ja do 17 a nie np. do 16] na podjęcie decyzji i złożenie ewentualnego wypowiedzenia…
Oni chyba sądza że są tacy zajebiści że każdy, ale to KAŻDY da się pokroić żeby dla nich pracować.

Pozatym bola mnie plecy. Ajjjj


  • RSS