Stan rzeczy mamy taki, że jest godzina po 23 a ja zupełnie niedbając o dietę a raczej zdrowe odżywianie wpierdzielam pringlesy a małżonek mój jako żywy eksponat na nocy muzeów.
Z zadań specjalnych to dziś pomalowaliśmy słupki ogrodzeniowe i okopaliśmy studnię. Znaczy M. okopywał, reszta kibicowała i pouczała. Ja oczywiście jako wybitny specjalista od kopania szpadlem najbardziej. Boszzzz a ten mój mąż jak on tym szpadle fru fru – tylko furczało. Wykopał dół o śrdenicy prawie dwóch metrów a głębokości na prawie półtora. Jak koparka.

I bylam u dzieciaików moich najukochańszych. Zestaw Olek i Ala [zwana roboczo Lalą] jest najlepszy na całe zło. [Co nie Kukunariss? ;)]. Olo daje fajne całusy a Ala się uśmiecha. I z Agą tak fajnie. Na luzie. Możemy gadać albo nie gadać – wszystko jedno. Możemy siedzieć, spacerować, leżeć [tak szczególnie przy dwójce dzieci] – wszystko jedno. Możemy bluzgać lub się śmiać – wszystko jedno.
Bo to przyjaźń jest!

No, idę zobaczyć co u Was!